Dziś parę przemyśleń z ostatnich 34 tygodni. Nie licząc kiepskiego samopoczucia na początku, ciąża to dla mnie bardzo przyjemny czas – mam więcej czasu dla siebie, dla Męża, dla domu, dla znajomych i rodziny. Poza tym, co najważniejsze, dziecko dobrze się rozwija, a ciąża przebiega książkowo.

_mg_5191

Są jednak takie momenty, które doprowadzają mnie do szału, których nie cierpię i nie życzę innym kobietom w ciąży. Oto one.

1. Kac gigant
Kac – normalna rzecz, trochę się pomęczymy, powiemy sobie „już nigdy więcej nie piję”, ale jak zjemy treściwe śniadanie (o ile cokolwiek przełkniemy) i się wyśpimy, to po południu jesteśmy wśród żywych. Natomiast kac trwający 2 miesiące naprawdę potrafi wykończyć. Tak, przez bite 2 miesiące czułam się, jakbym była na kacu gigancie po suto zakrapianej imprezie. Rano mdłości, po południu mdłości, a wieczorem jeszcze większe mdłości. Jadłam kilka rzeczy na krzyż (głównie pszenna buła z twarożkiem), a na resztę nie mogłam patrzeć. Jak mój Mąż gotował w domu ryż, umierałam. Jak parzył kawę, umierałam. Śmierdziało mi wszystko – w pewnym momencie nawet lodówki nie otwierałam. Jak ktoś mi mówił, że tak może być do końca ciąży, miałam łzy w oczach. Generalnie łzy w oczach miałam całą dobę. Ale przeszło niczym za dotknięciem magicznej różdżki 🙂
2. Kosmetyki na rozstępy
Ten punkt to trochę kontynuacja punktu 1. Przez całą ciążę używałam w sumie 5 kosmetyków na rozstępy. Dlaczego aż tylu? Bo wszystkie mi śmierdziały i kupowałam nowe. Nie wiem, co takiego jest w tych wszystkich kremach i oliwkach, ale mnie odrzucają i wywołują mdłości. Nadal. Dobrze chociaż, że chyba działają, bo na razie nic się na moim brzuchu nie pojawiło.
3. „A Anka jest grubsza”
Ten punkt potrafi być bardziej wkurzający niż mdłości. Ciągłe porównywania. I nawet jeśli są dla mnie na korzyść, to nie wiem, jak na nie reagować. „A Anka jest od ciebie grubsza” – „Aha”. „A Kaśka przybrała tylko 10 kilo” – „Aha”. „A Magda rodzi w szpitalu X, bo najlepszy, tobie też radzę” – „Aha”. Co innego odpowiadać?
4. „A co ty robisz całymi dniami?”
Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak to słyszę. A słyszę to nagminnie, szczególnie od dziewczyn, które jeszcze nigdy nie były w ciąży, lub od facetów. Tak, tak, bo oni chodzą do pracy i harują 8h, a ja leżę w domu i pachnę. Ja też chodziłam do pracy przez pierwszych 6 miesięcy w ciąży mimo potwornych mdłości, złego samopoczucia i jadłowstrętu. Teraz jestem w domu, mam więcej odpoczynku, ale nie siedzę na tyłku. Zawsze się coś znajdzie. Na takie pytanie zawsze odpowiadam „Dużo się dzieje”, ale za każdym razem słyszę „Co na przykład?” Naprawdę mam wymieniać? Spowiadać się przed nimi, żeby uznali, czy rzeczywiście mówię prawdę? Te same osoby na pewno będą potem pytać „A co ty robisz całymi dniami, jak siedzisz z dzieckiem w domu?”. Uprzedzam, będę gryzła!
5. Znieczulica
Szczególnie wśród młodych osób. Mieszkam blisko kilku akademików, więc zakupy robię w supermarkecie, w którym jest dużo studentów. Jeszcze nigdy nikt nie przepuścił mnie w kolejce, a brzuch mam już spory. Na przykład wczoraj stałam w długiej kolejce z 1 awokado w ręce. Przede mną stało 2 młodych, rosłych chłopaków z pełnym koszykiem. Każdy z nich po kilka razy mnie zlustrował, ale zero reakcji. Dobrze się czuję i nie jest to dla mnie problem poczekać w kolejce, ale są kobiety, które bardzo źle znoszą ciążę i wystarczy zapytać lub zaoferować pomoc. Kiedyś na jakimś forum dla kobiet w ciąży przeczytałam opinie typu „Tak, paniusia jest w ciąży i już myśli, że wszyscy będą jej ustępować miejsce w autobusie”, „Ciąża to nie choroba, jak trochę postoisz, nic ci się nie stanie”. To ja odpowiem przykładem z życia. Jak jeszcze jeździłam do pracy (komunikacją miejską), w jednym miesiącu na mojej trasie dom-praca były 3 wypadki z udziałem tramwaju i samochodu. W jednym z tych przypadków byłam w tramwaju. Gdybym akurat nie siedziała, nie wiem, gdzie bym wylądowała – czy na szybie, czy na podłodze, czy na kimś. Możesz się nie wiadomo jak dobrze czuć, ale przy nagłym hamowaniu czy uderzeniu, lepiej siedzieć, tym bardziej w ciąży.
Co byście dopisały do listy ze swojej strony? Co Was szczególnie wkurza, męczy, czego nie lubicie?
  • I znowu napiszę, że Twoje typy pokrywają się z moimi 🙂
    Ja na początku ciąży także mia łam okropny jadłowstręt, śmierdziało mi wszystko – mogłam jeść co najwyżej bułkę z jakimś serkiem…
    A codzienna pielęgnacja ciała to był koszmar, posmarowanie twarzy kremem czy umycie włosów szamponem powodowało nawet okropne mdłości do tego wszystkiego o godz. 18 potrafiłam iść spać bo dosłownie zasypiałam na stojąco. NA SZCZĘŚCIE TO MINĘŁO.

    Aktualnie denerwują mnie porównania "ale masz mały/duży brzuch", albo pytania "jak się czujesz"… o ile zadają mi je bliskie osoby to jest ok ale mieszkając w małej miejscowości i idąc na zakupy naprawdę nie czuję potrzeby tłumaczenia co drugiej napotkanej osobie o moim samopoczuciu itd…

    Pozdrawiam 🙂

    • Potem się zaczną porównania z innymi dziećmi 😉

  • Ja za kilka dni rodze i mnie zdenerwowało, właśnie porównywanie mojego brzucha do innych. -Taki mały na ten miesiąc ? Może Twoje dziecko jest chore.. -.- albo dotykanie brzucha- jak ja tego nie lubię! Niektórym osobom mogę mówić to milion razy i nie pomaga. Denerwuje mnie brak szacunku. W środę byłam na ktg. Miałam robione leżąc na plecach- zrobiło mi się słabo. Położna pomogła mi wyjść z pokoju od ktg i musiała wręcz krzyknąć żeby jakas baba w kolejce do ginekologa ustąpiła mi miejsca na krześle. Oczywiście nie obeszło się bez chamskich komentarzy- jednak było mi tak słabo ze miałam to gdzieś. A teraz? Denerwuja mnie komentarze- jeszcze nie urodzilas?.. Jedna znajoma pisze do mnie codziennie czy juz rodze..