Pfi! Co to za pytanie? Przecież to banalnie proste. Idziesz do sklepu i kupujesz 😉 Albo jeszcze lepiej – wchodzisz na stronę i kupujesz on-line, bez oglądania wybranego modelu. Albo, co częste i popularne, pożyczasz/bierzesz/odkupujesz od koleżanki, siostry, kuzynki, bo jej dziecko z niego wyrosło.

Bardziej dociekliwe osoby mogą ewentualnie sprawdzić opinie w necie. I tyle. My też tak trochę do tego podeszliśmy, choć skupiliśmy się na opiniach w Internecie, a konkretnie na ocenach wybranych fotelików w zakresie bezpieczeństwa. Jak się okazało w praktyce – to nie wystarczyło. Mądry Polak po szkodzie. My dziś dostaliśmy nieźle po kieszeni i mam nadzieję, że poniższe wskazówki przydadzą Wam się przy przemyślanym i świadomym zakupie fotelika.

CO ZROBILIŚMY ŹLE – czyli nasza, pożal się Boże, historia.
Fotelik samochodowy 0-13 kg kupiliśmy już w grudniu, czyli jak byłam raptem w 4 miesiącu ciąży. Dlaczego tak wcześnie? Po pierwsze, chcieliśmy rozłożyć koszty wszelkich zakupów dla dziecka na kilka miesięcy, a nie na ostatnią chwilę. Po drugie, znaleźliśmy bardzo dobrą ofertę na wybrany fotelik. Sprawdziliśmy oceny w Internecie, uznaliśmy, że fotelik jest bezpieczny, ma dobrą jakość i na pewno będzie nam długo służył przy pierwszym dziecku i docelowo również przy kolejnym. Nasz wybór padł na BeSafe Izi Go. Sprawdziliśmy jeszcze, czy będzie kompatybilny z wybranym przez nas wózkiem. Jak okazało się, że wystarczy dokupić adaptery, zdecydowaliśmy się na zakup. I tyle. Fotelik poszedł tymczasowo w odstawkę. Odhaczyliśmy kolejną rzecz z listy zakupów.
W międzyczasie byliśmy na warsztatach Bezpieczny Maluch, gdzie jeden wykład poświęcony był fotelikom i bezpieczeństwu podczas jazdy. Słuchaliśmy uważnie, choć informację o tym, że fotelik trzeba przed zakupem przymierzyć do kanapy samochodu trochę wypuściliśmy drugim uchem, bo przecież już go mieliśmy.
Dziś, na niecałe 3 tygodnie przed porodem, postanowiliśmy poćwiczyć jego zapinanie. No i zaczęły się schody. Mamy Toyotę Avensis, czyli dość popularny samochód, a tu się nagle okazuje, że coś nie gra.
 Niby normalna kanapa, a jednak…
Po pierwsze, ciężko było naciągnąć pas, bo jest po prostu krótki (!) i trzeba było się nieźle mocować. Po drugie, kanapa jest tak wyprofilowana, że dziecko przybiera pozycję niemal siedzącą. Co więcej, fotelik lata do przodu przy każdym hamowaniu, więc gdyby nie pałąk (który nota bene zawsze musi być rozłożony!), dziecko chyba miałoby czołowe zderzenie z oparciem kanapy. Podsumowując, fotelik NIE PASUJE do naszego samochodu. Sprawdziliśmy w Skodzie Octavii – również nie leżał idealnie! A to przecież także popularny model. Z lekką paniką pojechaliśmy do sklepu z dużym wyborem fotelików. Myśleliśmy, że wystarczy dokupić bazę iso fix. Ze specjalistą ze sklepu przymierzyliśmy foteliki marki: BeSafe, Maxi Cosi, Kiddy i Cybex – wszytkie bez i na iso fixie. BeSafe, Kiddy i Cybex absolutnie się nie nadawały – dziecko praktycznie w nich siedziało, a do tego były niestabilne. Jedynie Maxi Cosi dał radę na 4 z plusem, ale to nadal nie było do końca to. Pojechaliśmy do kolejnych dwóch sklepów, gdzie były jeszcze marki Roemer i Recaro. Niestety to samo – żaden nie pasował. I nie mówię tu o drobnych różnicach zauważalnych tylko dla fachowców, ale również dla takich laików jak ja. W obu sklepach panowie potwierdzili, że najlepszym rozwiązaniem będzie jednak Maxi Cosi. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na model Maxi Cosi Pebble z bazą FamilyFix (nie, to nie jest artykuł sponsorowany, po prostu nie mieliśmy innego wyboru). Sam fotelik, bez bazy, byłby niestety nieodpowiedni. Zatem nagle, niespodziewanie doszedł nam wydatek rzędu 1200 zł!!! 🙁 I co najgorsze, fotelik nie jest idealny, bo dziecko powinno w nim bardziej leżeć, a tak będzie ciut za mocno pochylone do przodu.
Ucząc się na naszych błędach, możemy Wam doradzić parę rzeczy.
CO WARTO ZROBIĆ PRZED ZAKUPEM – żeby nie wtopić jak my.
1. Przymierzajcie foteliki do Waszego samochodu – koniecznie i bezwzględnie.
Nawet jak planujecie zakup przez Internet w sklepie on-line lub chcecie kupić/wziąć używkę od znajomych, zawsze najpierw sprawdźcie z fachowcem w sklepie, czy dany model pasuje do Waszego samochodu. Wy możecie niektórych niuansów nie widzieć, ale pamiętajcie, że bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze!
2. Sprawdzajcie oceny fotelików na portalach.
Jeśli już macie kilka modeli do wyboru, które pasują do Waszego samochodu, zapytajcie sprzedawcę o szczerą opinię, który fotelik kupiłby dla swojego dziecka. Łatwo można poznać, który sprzedawca promuje jakąś markę, bo ma z tego większe prowizje. Jak poprosimy o szczerą opinię, jest duża szansa, że ją nam przedstawi. My dziś szczerze rozmawialiśmy ze sprzedawcami, choć ostatecznie wyboru nie mieliśmy 🙁 Dodatkowo sprawdźcie sobie opinie o wybranych fotelikach w necie np. TU lub TU.
3. Weźcie udział w warsztatach nt. bezpieczeństwa podczas jazdy.
W całej Polsce cyklicznie organizowane są bezpłatne warsztaty dla przyszłych rodziców np. Świadoma Mama czy Bezpieczny Maluch, więc jeśli macie taką możliwość, to gorąco polecam. Jednym z tematów jest właśnie bezpieczeństwo dziecka podczas jazdy. Akurat na obu warsztatach wykład prowadzi przedstawiciel Maxi Cosi, ale wystąpienie jest mniej sprzedażowe, a bardziej merytoryczne, więc dowiecie się np. że dziecko powinno jechać tyłem do kierunku jazdy, że najbezpieczniejszą lokalizacją dla fotelika jest środkowe miejsce na tylnej kanapie (jeśli ma 3 odrębne siedziska) lub miejsce za pasażerem, że pałąk musi być zawsze rozłożony, że fotelik zawsze należy dopasować do samochodu (!) itd.
4. Pogłębiajcie wiedzę o fotelikach samochodowych.
Każdy producent fotelików dzieli się na swojej stronie internetowej wiedzą nt. tego, jak wybrać odpowiedni fotelik, jak bezpiecznie przewozić malucha w samochodzie. Informacje znajdziecie np. u Maxi Cosi czy BeSafe.
I na koniec zabawna sytuacja. Choć w sumie zabawna to ona nie jest, bo świadczy o niewiedzy rodziców. Wychodząc dziś z ostatniego sklepu, zauważyłam zaparkowaną Toyotę Avensis. Podbiegłam do niej, żeby zobaczyć, jakie ma kanapy. Okazało się, że ma w środku zamontowany mały fotelik dla niemowlaka i że ten fotelik jest… nieodpowiedni! Gołym okiem było widać, że dziecko przybiera w nim pozycję siedzącą, czyli główka z pewnością niebezpiecznie opada w przód. Z jednej strony uśmiechnęłam się pod nosem, że nie tylko my mieliśmy problem z kanapą, ale z drugiej strony smutne jest to, że rodzice nieświadomie narażają dziecko na niedogodności 🙁
Powodzenia z zakupami!