Pakując się do szpitala, kierowałam się 4 określonymi przez siebie zasadami, które przedstawiłam w jednym z blogowych wpisów.

1. „Co szpital, to obyczaj”.
 2. Zaufaj ekspertom.
3. Doświadczona położna prawdę Ci powie.
4. Lepiej nosić, niż się prosić.
5. Tatuś dowiezie 🙂
Szczegóły znajdziecie TU. Nadal uważam, że to bardzo ważne zasady, ale do tej listy dodałabym teraz jeszcze jeden bardzo ważny punkt!
6. Pogadaj z osobą, która rodziła w wybranym przez Ciebie szpitalu . Np. ze mną 😉
To bardzo przydatne!
W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami i obserwacjami z pobytu w szpitalu. Ponieważ rodziłam w Szpitalu im. Raszei w Poznaniu, głównie skupię się na nim, ale jestem pewna, że część moich uwag może być przydatna w innych miejscach.
No to lecimy.
1. Co zabrać do szpitala – lista ze strony Szpitala im. Raszei (nie wrzucam tu wymaganych dokumentów, bo to wszędzie standard i trzeba mieć wszystkie):
– Przybory toaletowe (w tym balsam do ciała)
– Ręczniki (2 szt.)
– Skarpetki
– Koszule nocne rozpinane od góry (2-3 szt.) oraz T-shirt do porodu
– Kapcie oraz klapki pod prysznic
– Szlafrok
– Figi jednorazowe lub higieniczne połogowe (siateczka)
– Biustonosz i wkładki laktacyjne
– Chusteczki nawilżające, może być woda w sprayu
– Pomadka ochronna do ust
– Woda niegazowana
– dla Osoby Towarzyszącej przy porodzie: klapki, napoje + suchy prowiant

2. Moja lista rzeczy, które ostatecznie zabrałam, wraz z moimi uwagami (może się trochę różnić od tej, którą przedstawiałam TU, bo postanowiłam dorzucić jeszcze parę rzeczy w ostatniej chwili):

1 szlafrok – przydał się, bo w Raszei w koszulkę do porodu trzeba się ubrać już w pokoju przy rejestracji, więc fajnie potem coś na siebie narzucić. Tak samo przy wypisie – nie można się ubrać w swoje rzeczy w swoim pokoju, tylko trzeba zjechać windą do pokoju wypisów, przed którym czekają ojcowie na swoje żony z dziećmi. W takich sytuacjach dobrze mieć jakąś narzutkę 😉
1 koszulka do porodu – weźcie taką, którą spiszecie na straty. Mojej nawet nie próbowałam odplamiać.
1 pidżama dla kobiet karmiących – ostatecznie miałam 2, ale tylko 1 użyłam
klapki – oczywiście to podstawa. Można rozważyć jeszcze dodatkowo kapcie – klapki można użyć pod prysznicem, a potem już w pokoju chodzić w kapciach, żeby nie człapać mokrymi klapami po pokoju. Ja starałam się wycierać te klapki od spodu ręcznikiem papierowym, żeby wody nie przenosić do pokoju.
2 duże ręczniki (jeden to ręcznik szybkoschnący z mikrofibry – bardzo przydatne!) – koniecznie weźcie ciemne ręczniki i najlepiej jakieś stare – jest duże ryzyko, że je zakrwawicie przy wycieraniu.
1 mały ręczniczek – nie przydał się
kosmetyki i przybory toaletowe (w miniopakowaniach): pasta do zębów,
szczoteczka, płyn pod prysznic, szampon, płyn do higieny intymnej,
pianka do golenia, maszynka do golenia, krem do twarzy, balsam do ust,
dezodorant – warto mieć ze sobą.
2 staniki do karmienia – mi się nie przydały, bo nie miałam jeszcze pełnych piersi i nic mi nie ciekło. Słyszałam też jak położna mówiła jednej dziewczynie, żeby nie chodziła w staniku, bo stanik może uciskać piersi i będzie przeszkadzał w laktacji.
ciepłe skarpetki – mi się nie przydały
3 pary majtek jednorazowych, siateczkowych – jak użyłam, dostałam OPR od położnej 😉 Podkład poporodowy przytrzymuje się samymi udami, a jak leży się w łóżku, trzeba jak najczęściej go zdejmować, żeby „wietrzyć” krocze 😉 Ale uwaga, dotyczy to tylko kobiet po nacięciu krocza. Jak nie ma nacięcia, można założyć nawet swoje majtki.
3 podkłady poporodowe – wzięłam tak na wszelki wypadek parę, choć wiedziałam, że szpital zapewnia. W Raszei podkładów było pod dostatkiem 😉 Jak się skończyły wystarczyło wziąć opakowanie z półki na korytarzu przy dyżurce położnych.
2 maty do przewijania – mi się przydały, ale nie do przewijania dziecka, tylko jako zabezpieczenie prześcieradła. Niestety po porodzie dość mocno się krwawi, zabezpieczenia szpitalne łóżek (takie zielone, niewchłaniające maty) są wg mnie niewystarczające. Teraz bym wzięła ich o parę sztuk więcej. Co do przewijania dzieci, to przewija się je na zielonych matach szpitalnych – w tym przypadku są wystarczające. Również są dostępne bez limitu przy dyżurce.
3 pary wkładek laktacyjnych – ja ich ostatecznie nie potrzebowałam, bo nie miałam jeszcze tyle pokarmu, ale jednej dziewczynie z mojego pokoju pokarm wyciekał już przed porodem, więc to kwestia indywidualna.
chusteczki nawilżane (małe opakowanie) – tak naprawdę to szpital wymaga tego, aby każda matka miała ze sobą chusteczki nawilżane do wycierania dzieci przy przewijaniu. Szpital ich nie zapewnia. Mi małe opakowanie nie wystarczyło, mój Mąż musiał mi dowieźć większe. Małe dzieci w pierwszych dniach wydalają kilka razy dziennie smółkę, więc brudnej roboty jest sporo 😉
2 pieluszki tetrowe – przydała mi się tylko jedna, jak dziecku się ulewało. Ale mojemu ulało się może 2 razy.
3 pieluszki jednorazowe – wzięłam kilka na wszelki wypadek – niepotrzebnie. W Raszei pieluszek jest pod dostatkiem – codziennie położne przynoszą każdej mamie nowe (rozmiar 1 z Happy lub Toujour)
otulacz bambusowy dla dziecka – nie przydał się. Szpital Raszei zapewnia kocyki z poszewką do owijania dziecka. Codziennie można zmieniać na świeże. Ja ich używałam.
ubranka dla dziecka – 1 body z krótkim rękawkiem, 1 body z długim
rękawkiem, 1 spodenki ze stopkami, 1 pajacyk z długim rękawkiem, 1 para
skarpetek, 2 lekkie czapeczki, rękawiczki niedrapki – miałam różne rozmiary: 56 i 62. Okazało się, że wszystkie były za duże, mimo że syn miał 3490 g i 56 cm. Mi by się przydały w rozm. 50. Nie trzeba mieć jednak na co dzień swoich – szpital zapewnia ubranka, które można codziennie zmieniać. Są one co prawda mocno znoszone i sprane, ale czyste. Używałam raz ich, raz moich. Ważne jednak, żeby mieć ze sobą jakieś ubranka na wyjście (uwaga, dziecko też się ubiera dopiero w pokoju wypisów).
osłonki (nakładki) na sutki do karmienia – moja położna je doradzała, więc zakupiłam profilaktycznie. I to był strzał w dziesiątkę. Uważam, że każda z nas powinna się w nie zaopatrzyć z dwóch powodów – po pierwsze, są zbawienne przy zbyt płytkich brodawkach (ja tak miałam, a młody szybko się nauczył z nich korzystać), po drugie, ochraniają popękane i bolące sutki (kilka dziewczyn miało z tym niestety problem, a nie miały kapturków). Ja polecam kapturki Avent Philips – cały czas przez nie karmię.
paczka chusteczek higienicznych – przydała się
paczka podpasek – nie przydały się, bo cały czas używałam podkładów poporodowych, nawet już jadąc do domu. Podpaski są po prostu za małe.
wkładki higieniczne – bardzo mi się przydały na samym początku, przed porodem, jak miałam co chwilę różne badania, po których trochę plamiłam. Dzięki wkładkom mogłam utrzymać bieliznę w czystości.
woda – ja miałam małą butelkę na poród, ale wypiłam znacznie więcej. Okazało się, że na korytarzu przy salach porodowych są dystrybutory wody i można z nich korzystać. Potem już w pokoju dobrze mieć dużą butelkę wody.
baton musli – bardzo się przydał! Całą noc i pół dnia spędziłam na porodówce. Co prawda podczas porodu nie można jeść w razie konieczności podania narkozy, ale położne mówiły „może pani wziąć gryza, ale tak, żebyśmy nie widziały” 😉 Inaczej umarłabym z głodu!
ładowarka do telefonu – oczywiście się przydała
telefon – wiadomo, że trzeba mieć 😉
książka/czasopismo – miałam ze sobą książkę, ale w życiu bym się na niej nie skupiła. Myślę, że warto jednak coś mieć, bo nigdy nie wiadomo, jak się będziemy czuć i na co będziemy mieć ochotę.
plan porodu – miałam ze sobą. Plan porodu omówiony był z położną już na sali porodowej. Uważam, że nie jest jednak konieczny, bo i tak prowadzi się rozmowę na te tematy.
drobne pieniądze – nie były mi potrzebne, wszystko, co chciałam, dowoził mi Mąż.
zegarek elektroniczny – przydał się oczywiście, dobrze że miałam taki sportowy wodoodporny, bo w trakcie porodu miałam kąpiel relaksującą na przyspieszenie rozwarcia. Do liczenia długości i odstępu między skurczami miałam na telefonie ściągniętą aplikację Contraction Timer (ta akurat na Androida). Dobrze, żeby osoba towarzysząca sobie też ją ściągnęła, bo od pewnego momentu nie masz najnormalniej w świecie siły na to, żeby włączać co chwilę Start/Stop i potrzebujesz wsparcia.
3. Czego nie miałam, a uważam, że jest bardzo ważne!
miękki papier toaletowy (przynajmniej 2 rolki) – w Raszei niestety jest zwykły szary papier. A nie ma nic gorszego niż podcieranie się takim papierem po naciętym kroczu 🙁 🙁 🙁
klapki dla osoby towarzyszącej na czas porodu – inaczej będzie siedzieć tyle godzin w workach na butach
kubek i sztućce – ja o tym zupełnie zapomniałam 🙂 Ale bez obaw, w Szpitalu Raszei użyczają swoich 😉
Ok, to chyba tyle. Mam nadzieję, że moje uwagi Wam się przydadzą.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania związane ze Szpitalem Raszei najlepiej piszcie wiadomości na moim profilu na Facebooku. Odpowiadam sprawnie 🙂

Powodzenia, miłych porodów i zdrowych maluchów! 🙂