Powinno mi się zablokować kartę! Głupieję, jak wchodzę do sklepów dla dzieci, czy to stacjonarnych, czy internetowych.

A przecież jestem teraz na macierzyńskim i mam 80% wynagrodzenia, co jest odczuwalne w domowym budżecie. Nie oszukujmy się, dziecko to studnia bez dna. Ale prawda jest taka, że same w tę studnię wpadamy, bo często nie patrzymy na cenę („to takie słodkie, że muszę to mieć!”), a poza niezbędnymi rzeczami kupujemy jeszcze masę innych, bo… „chyba umrę, jak tego nie kupię!” 🙂 Dajemy się ponieść chwili i kupujemy bez opamiętania. Ja już staram się w ogóle nie wchodzić do sklepów dla dzieci, jeśli nie mam jakiegoś pilnego zakupu w planach, bo nigdy nie wychodzę z pustymi rękoma, za to z pustym portfelem 😉 Jeśli do tego dojdzie jeszcze tatuś, który przecież musi swojemu synusiowi kupić pięćdziesiąte ubranko („Taki super kombinezon z Batmanem, zjechałem cały Poznań, żeby znaleźć dobry rozmiar” ;)), to już mamy gwarantowane zaciskanie pasa do pierwszego. Ale powiem Ci szczerze, nie zrezygnuję z takich zakupów pod wpływem chwili, bo dlaczego miałabym sobie odbierać czystą radość? 🙂 Stąd często kupuję „głupotki”, jak by to powiedział mój 4,5-letni siostrzeniec, bez których można by się obejść 😉
Żeby jednak nie zbankrutować, można wcielić w życie parę banalnych sposobów na zaoszczędzenie jakiegoś grosza.

DRUGIE ŻYCIE RZECZY

Cieszę się, że w najbliższej rodzinie mam 2 kilkuletnich chłopców. Dzięki temu Tomek dostał chyba tonę ubranek w rozmiarach od 50 do 74. Kolejne rozmiary już czekają na przekazanie, bo Młody rośnie jak na drożdżach. Nie mam problemu z tym, że moje dziecko będzie nosić ubranka po kimś. Nie mam nawet problemu z tym, żeby nosiło ubranka z second handów, choć na razie nie ma takiej potrzeby. Dzięki temu, że mamy pełne szuflady ubranek, możemy dokupić tylko te, których rzeczywiście nam brakuje. No i te, które „są takie słodkie” i „no jak tu nie kupić, jak jest 50% ceny” 😉

Poza ubrankami można też rozważyć zakup używanych mebelków, bujaczków, wózka, nosidełka, chusty itd. Ostrożnie z fotelikiem samochodowym, bo nigdy nie wiemy, czy nie brał udziału w wypadku. Tu jednak lepiej kupić nowy lub od znajomych.

GOŚCIE DARY NIOSĄ

Do każdego nowonarodzonego dziecka ruszają pielgrzymki gości z naręczami prezentów. Na pewno znajdzie się ciocia czy babcia, która zapyta nas, rodziców, co kupić. Nie krępuj się mówić o Waszych potrzebach. Czy Twoje dziecko naprawdę potrzebuje pięć grzechotek? Może lepiej, żeby goście przynieśli praktyczne prezenty? Zawsze przyda się kocyk, ręcznik kąpielowy, paczka pieluch, podkłady do przewijania, ubranka itd. To rzeczy praktyczne i jeśli zdarzy się dubel, to i tak dana rzecz będzie wykorzystana. Ja lubię też dawać i dostawać książeczki 🙂 A może marzysz o jakichś popularnych rzeczach typu Szumiący Miś Whisbear, maskotka Mr B, gryzak Sophie itd.? Podsuń gościom taki pomysł. Pracodawca mojego Męża zaoferował pewną sumę z okazji narodzin dziecka i zapytał wprost, co byśmy chcieli. Akurat starczyło na nosidełko Tula, które i tak planowaliśmy kupić.

WYPRZEDAŻ, SALE, PROMOCJA!

Poluj na promocje w sklepach. Chociażby teraz jest sezon na wyprzedaże. Przecenione rzeczy znajdziesz zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i internetowych. Nawet w Smyku, który jest uważany za dość drogi sklep, można znaleźć perełki za bardzo rozsądną cenę. Sklepy, szczególnie internetowe, prześcigają się w promocjach. Pomyśl też o kolejnym sezonie. Przyjdą pierwsze chłody, będziesz chciała kupić dziecku cieplejsze ubranka, kocyk, śpiworek, a ceny będą stały w miejscu. Może lepiej teraz kupić te rzeczy? Zastanów się tylko, jaki rozmiar będzie odpowiedni dla dziecka za 2 czy 3 miesiące.

SUBSKRYBENCI PŁACĄ MNIEJ

Chyba nie ma sklepu internetowego, który nie oferuje rabatu na pierwsze zakupy za zapisanie się do newslettera. Najczęściej to 10%, ale zdarza się też 20, co przy większych zakupach jest już odczuwalną różnicą. Niektóre sklepy oferują darmową dostawę, co nieraz wychodzi korzystniej niż rabat. Sprawdzaj, co dany sklep może Ci zaoferować.

 

WITAJ W KLUBIE

Dobrym rozwiązaniem jest też wyrobienie sobie karty stałego klienta, która upoważnia do zniżek i ofert specjalnych. Przykładem może być karta Rossnę dostępna w Rossmannie. Jeśli jesteś w ciąży, otrzymujesz 3% rabatu na wszystkie produkty dziecięce i dla kobiet w ciąży. Po narodzinach dziecka rabat może wzrosnąć nawet do 10%. Warto się zorientować, które sklepy mają takie programy lojalnościowe, bo przy regularnych zakupach można sporo zaoszczędzić.

 

SKLEP SKLEPOWI NIERÓWNY

 

Porównuj ceny danego produktu (lub podobnego) w różnych  sklepach, bo potrafią się bardzo różnić. Ja w najbliższej okolicy mam Biedronkę, Carrefoura, Kaufland i Rossmanna. Często robię drobne bieżące zakupy podczas spaceru z wózkiem i nie jest to dla mnie żaden problem, żeby pójść po pieluchy do jednego sklepu, a po chusteczki nawilżane do drugiego. Łapię się też na tym, że jak jestem w jakimś innym sklepie, to sprawdzam ceny i nieraz okazuje się, że jest jeszcze taniej. Robię wtedy zapasy. A wiadomo, że codziennie zużywamy takie rzeczy jak pieluchy, podkłady do przewijania, chusteczki nawilżane, płatki bawełniane dla niemowląt czy wkładki laktacyjne. Możesz też sprawdzić w necie, gdzie dany produkt jest najtańszy, szczególnie jeśli chodzi o większe wydatki. Na pewno pomogą Ci takie strony jak Skąpiec, Ceneo czy Allegro. W przypadku rękodzieła wejdź na DaWandę i/lub Allegro. To raj dla miłośników rzeczy home made.

 

WYSOKA JAKOŚĆ, NISKA CENA

Żadna z moich propozycji na oszczędzanie nie odbywa się kosztem jakości. Zawsze stawiam ją na pierwszym miejscu. Sprawdzam crash testy fotelików samochodowych, skład kosmetyków, opinie o materacu do spania czy materiał, z którego wykonane jest ubranko. Jeśli chodzi o kosmetyki, to zawsze sprawdzam skład na stronie Sroki i kieruję się jej rekomendacjami. Jak się okazuje, nie zawsze jakość idzie w parze z ceną, a często te najbardziej znane marki mają w składzie całą tablicę Mendelejewa. Czasami tanie marki jak Babydream (Rossmann) czy Dada (Biedronka) wypadają lepiej od innych. A nie przepłacamy. W przypadku ubranek z kolei coraz bardziej lubię Pepco 🙂

 

„WNET I TAK ZGINIEMY W… KOSZU”

Na co idzie najwięcej kasy? Mebelki, wózek, fotelik (szczególnie ten z isofixem), szczepienia. Ale większość tych wydatków to (często jednorazowa) inwestycja w bezpieczeństwo i zdrowie dziecka. Tu jesteśmy w stanie wydać więcej pieniędzy. Są jednak produkty, na które wydajemy kupę kasy, a i tak lądują w śmieciach. I to jeszcze tego samego dnia. Mowa tu o bieżących rzeczach takich jak pieluchy, podkłady do przewijania dziecka, chusteczki nawilżane i płatki bawełniane dla niemowląt. Specjaliści od brudnej roboty 😉
Pieluszki: Ceny jednostkowe za pieluszkę bardzo się różnią. Można kupić pieluszki za np. 0,44 zł/szt., ale też za 1 zł/szt.! Jeśli założymy, że dziecko jest przewijane powiedzmy 8 razy dziennie (co 3h) i używamy pieluszek za 0,60 zł/szt. to za same pieluchy płacimy
miesięcznie jakieś 140 zł.
Chusteczki nawilżane i płatki bawełniane: Pupę trzeba czymś umyć – albo w ruch idą chusteczki nawilżane, albo płatki bawełniane (ja głównie ich używam). Chusteczki nawilżane (60-80 sztuk w opakowaniu w zależności od producenta) to około 9 zł za opakowanie znanej marki lub płatki bawełniane (60 sztuk) to około 6 zł za opakowanie. Trudno mi powiedzieć, ile mniej więcej mi tego schodzi miesięcznie, ale na oko mogę powiedzieć, że 4 opakowania chusteczek i 8 opakowań płatków (może nawet więcej), co daje około 80 zł.
Podkłady do przewijania: Przez 2 miesiące używałam podkładów Babydream z Rossmanna, które, jeśli trafiłam na promocję, wychodziły po 1 zł za sztukę. Nieraz udaje się
zużyć w ciągu dnia jedną, a nieraz 3, jeśli zdarzy się wypadek przy przewijaniu 😉 Powiedzmy, że średnio 2 dziennie (w niepromocyjnej cenie) to kolejne 70 zł.
A zatem podsumowując, na takie rzeczy wydawałabym ok. 300 zł gdybym nie patrzyła na cenę. Ja natomiast kupuję pieluchy Dada lub Pampers (w promocyjnej cenie), za które płacę max 0,47 zł za sztukę. Do tego zrezygnowałam z podkładów Babydream i za radą mojej koleżanki kupuję teraz w aptece podkłady 60×90, które są przeznaczone do przewijania dzieci, jak i zabezpieczenia łóżka osób starszych. Tnę je na pół dzięki czemu za sztukę wychodzi mi max 0,50 zł. Płatki kupuję w promocji za 5,19 zł w Kauflandzie (ale np. w Tesco można znaleźć jeszcze tańsze – jak tam będę w najbliższym czasie, to kupię ich cały kosz ;)), a w chusteczki nawilżane Babydream z nagietkiem (rekomendowane przez Srokę) zaopatruję się w promocyjnej cenie w Rossmannie, gdzie sztuka wychodzi ok. 0,07 (10,99 za 2×80 szt.). A zatem miesięcznie wydaję na to ok. 200 zł. Stówę mam w kieszeni. Zatem jeśli Wasze dzieci nie mają odparzeń czy uczuleń na tańsze pieluszki, czy jest sens przepłacać? Czy nie najlepiej szukać oszczędności w rzeczach z krótkim cyklem życia? 🙂
To by chyba było na tyle. A Wy macie jakieś patenty na oszczędzanie w tych pierwszych miesiącach macierzyństwa? Podzielcie się w komentarzach 🙂
  • Ja zamiast podkładu pod dupke podkladam nową pieluszke, gdy zdejmuje zużyta, wycieram najpierw pupe chusteczka a potem mokrym platkiem. Dzieki temu nawet na duża kupke zuzywam jedna chusteczke (4 warstwowa z rosmanna- bo wychodza najkorzystniej) i max dwa platki. Do przemywania pupy uzywam wody z paroma kroplami emolientu i póki co nie musimy używać zadnego kremu na odparzenia (synek ma 3mce). Wiec dosc drogiego bepantenu uzywam tylko na noc. Wszystkim znajomym ktorzy pytaja co kupic mowie o pieluszkach, dzieki czemu sama kupilam dopiero ze 3 paczki od narodzin 🙂