Dzisiejszy post to początek cyklu, w którym będę przedstawiać Wam różne produkty, których w danym okresie używamy. Posty będą pojawiać się co 3 miesiące, a zatem w ciągu roku planuję 4 wpisy. Mam nadzieję, że moja opinia (choć subiektywna) przyda się mamom planującym zakupy.

Może nie wszystkie produkty można nazwać gadżetami, ale wiadomo, o co chodzi 😉 Nie jest to w żaden sposób post sponsorowany, a wszystkie produkty, jakie opisuję, przetestowałam na własnej (lub Tomka) skórze 😉
1. MEBELKI ATB MEBLE
Nasz wybór padł na mebelki polskiego producenta ATB Meble, a konkretnie na model Basic z komodą z przewijakiem i łóżeczkiem 140×70 cm w zestawie. Długo szukaliśmy czegoś, co spełniłoby nasze oczekiwania. Zakup zrobiliśmy trochę „w ciemno”, bo producent nie eksponował tych mebli poza sklepem internetowym. Zależało nam na tym, aby przewijak był przestronny i posiadał ścianki, a łóżeczko – demontowaną przednią ściankę, dzięki czemu dziecko będzie mogło w nim spać, jak już trochę podrośnie (dlatego też zdecydowaliśmy się na łóżeczko największe z dostępnych). O mebelkach, głównie o komodzie z przewijakiem, dokładniej pisałam TU. Po 3 miesiącach użytkowania nadal jestem bardzo zadowolona z zakupu, jedynym mankamentem jest to, że na szufladach otwieranych na tip-on widać ślady po palcach np. od oliwki, chusteczek nawilżanych itp. Cały czas uważam jednak, że te meble, szczególnie komoda z przewijakiem, to nasz najlepszy strzał. Mebelki mają nowoczesny i ponadczasowy wygląd. O coś takiego nam chodziło. Na pewno szybko się nie znudzą i pasują do różnych wnętrz. Cena także jest jak najbardziej na plus. Wybrany przez nas zestaw z materacem to koszt ok. 1200 zł. 
 źródło: www.atbmeble.pl
2. WÓZEK TFK JOGGSTER III
Wózek to chyba pierwsza rzecz, na jaką byliśmy zdecydowani. Byłam może w drugim czy trzecim miesiącu ciąży 😉 W przypadku wózka również mieliśmy określone potrzeby – przede wszystkim miał to być wózek biegowy. A ponieważ z dzieckiem można biegać dopiero od ukończenia ok. 6 miesiąca życia, czyli wtedy, gdy siedzi już w spacerówce, nie chcieliśmy kupować osobno wózka z gondolą. Zdecydowaliśmy się na model TFK Trends for Kids Joggster III 12, do którego dokupiliśmy klasyczną gondolę Quick Fix oraz adaptery do zamocowania fotelika samochodowego. Tym samym otrzymaliśmy wózek 3w1. Dodatkowo kupiliśmy jeszcze kilka gadżetów: przednie koła obrotowe (w standardzie jest jedno koło niezwrotne), osłonę przeciwdeszczową i  uchwyt na kubek z przydatną kieszonką na zamek. O ile w przypadku mebelków nic byśmy nie zmienili, o tyle stojąc drugi raz przed zakupem wózka, zdecydowalibyśmy się na dwie zmiany. Po pierwsze, kupilibyśmy inny model wózka – TFK Joggster Twist – analogiczny model posiadający skrętne przednie koło. Szczegóły możecie sprawdzić np. TU. Cena wózka w wersji podstawowej (spacerówka) to niecałe 2000 zł, do tego należy doliczyć koszt gondoli i innych akcesoriów. Wózki są jednak często w promocji (np. w cenie jest gondola). Co ciekawe, wygląda na to, że Joggster Twist jest modelem popularniejszym niż Joggster III, ponieważ ten drugi nie jest już produkowany i został zastąpiony modelem Jogster III Lite o stelażu wykonanym z włókna węglowego. Co do drugiej zmiany, to zamiast gondoli Quick Fix kupilibyśmy gondolę Multi X. Jest lżejsza, zabiera mniej miejsca np. w bagażniku samochodu i można ją ustawiać do pozycji siedzącej. To fajne przejściowe rozwiązanie pomiędzy zwykłą gondolą a spacerówką. Podsumowując, sama marka oferuje produkty bardzo dobrej jakości. Wózek jest niezwykle zwrotny, wygodnie się go prowadzi i jest wielofunkcyjny (można do niego dokupić różne akcesoria np. deskorolkę :)). Są jednak też minusy. Wózek jest dość długi i łatwo najechać komuś przednim kołem na stopę (mój Mąż robi mi to notorycznie ;)). Zdarza się to głównie w tłumie ludzi czy w kolejce przy kasie. W związku z gabarytami ciężko nim też manewrować w drzwiach czy w komunikacji miejskiej, mimo że tak jak mówiłam, przednie skrętne koło jest bardzo zwrotne. Inna sprawa to waga. Wózki do biegania są dość ciężkie, bo muszą być stabilne, do tego stelaż musi być na tyle uniwersalny, aby pasować do gondoli, spacerówki i fotelika. Jeśli mieszkasz w bloku bez windy, będziesz ten wózek przeklinać 😉 Jednak mimo tego, że zmienilibyśmy parę rzeczy, jesteśmy zadowoleni. Może po prostu już się przyzwyczailiśmy. Wózka używam na razie tylko na spacerach i spokojnych marszobiegach po płaskiej nawierzchni, więc nie wiem, jak wózek sprawdza się podczas biegu np. w terenie leśnym. O tym z pewnością napiszę w kolejnym zestawieniu.
źródło: www.buggy.de
3. FOTELIK SAMOCHODOWY MAXI COSI PEBBLE
O naszych perypetiach dotyczących zakupu fotelika pisałam TU. Jeśli dopiero planujecie zakup, koniecznie przeczytajcie ten wpis ku przestrodze 🙂 My niestety nie mieliśmy wyboru i musieliśmy kupić model Maxi Cosi Pebble z bazą FamilyFix (isofix), bo nic innego nie pasowało do kanapy w naszym samochodzie, a przymierzyliśmy wszystkie możliwe foteliki w kilku salonach w Poznaniu. Cena zestawu to ok. 1200 zł. Fotelik ma bardzo dobre opinie w testach bezpieczeństwa, więc cieszę się, że mimo wszystko mogliśmy kupić coś, co ma wysoką jakość. W pierwszych tygodniach miałam jednak wrażenie, że Tomek zapada się w tym foteliku. Wydawało mi się, że jest mu niewygodnie. Ale to chyba „urok” pierwszych fotelików. Niektóre mają w wyposażeniu specjalne wkładki dla noworodków lub można je dokupić. Dopiero teraz, gdy Tomek jest większy (ma 3 miesiące), widzę, że jest mu wygodnie i jego pozycja jest prawidłowa. To, co mogę Wam zarekomendować z czystym sumieniem, to baza isofix. Bardzo ułatwia życie. Wystarczy wpiąć fotelik w bazę, a po usłyszeniu sygnału dźwiękowego, masz pewność, że Twoje dziecko jest prawidłowo zapięte. Przy pasach nie dość, że nieraz się umordujesz, to jeszcze nie będziesz mieć pewności, czy wystarczająco mocno je naciągnęłaś. Dodatkowym atutem jest fakt, że baza praktycznie nie traci na wartości i używane podstawy kosztują na portalach aukcyjnych niewiele mniej niż nowe.
 
 
źródło: www.maxi-cosi.com
4. KOSZ MOJŻESZA SHNUGGLE

Tomek ma swój oddzielny pokój. Jest w nim komoda z przewijakiem i łóżeczko. Nie spędza tam jednak jeszcze nocy. Od 3 miesięcy śpi z nami w sypialni – niestety nie mamy miejsca na wstawienie tam łóżeczka, dlatego zdecydowaliśmy się na tzw. kosz Mojżesza firmy Shnuggle. Co tu dużo mówić, jest piękny 🙂 I bardzo praktyczny. Po pierwsze, zajmuje stosunkowo mało miejsca – po małym przemeblowaniu sypialni zmieścił się między ścianą a łóżkiem, dzięki czemu mam dziecko na wyciągnięcie ręki. Po drugie, można go przenosić z miejsca na miejsce razem z dzieckiem, bo jest bardzo lekki i ma do tego celu 2 uchwyty. My nieraz ustawiamy sobie kosz w salonie lub na balkonie, gdzie akurat siedzimy. Po trzecie, kosz wykonany jest z tworzywa łatwego w utrzymaniu czystości, a materiałową wyściółkę można wyprać w pralce. Ponadto kosz ma dwa rodzaje stelaży – nogi lub kołyskę z płozami, co jest dodatkową formą usypiania czy uspokajania dziecka. Kupując kosz, w zestawie dostajemy cienki piankowy materacyk. My dokupiliśmy grubszy materac oddychający, bo Tomek miał spać na nim całą noc, więc chcieliśmy, żeby był wygodny. Niestety nic, co piękne, nie trwa wiecznie. Tomek powoli zaczyna z kosza wyrastać. Podejrzewam, że kołyska posłuży nam jeszcze maksymalnie miesiąc. Warto zatem pamiętać, że to zakup tylko na kilka pierwszych miesięcy. Koszt kosza z płozami to ok. 600 zł (+ dodatkowy materac ok. 100 zł). Dostępny jest w wielu sklepach stacjonarnych i internetowych. Aha, jest jeden minus. Nie wiem, czy to wada konstrukcyjna, czy może my nie umiemy tego obsłużyć, ale wydaje mi się, że daszek ma za mało materiału i nie można go odpowiednio naciągnąć. Albo się składa, albo z tyłu robi się dziura. Ostatecznie go zdemontowaliśmy.

5. WANIENKA TEGA
Już jakiś czas temu kupiliśmy wanienkę z IKEA – dość popularny model, bez stojaka (niestety IKEA nie ma stojaków do wanienek). Myśleliśmy, że będziemy jej używać na blacie w łazience. Szybko jednak zmieniliśmy zdanie i kupiliśmy inną wanienkę ze stojakiem, aby można było kąpać dziecko w jego pokoju przy przewijaku. Wybraliśmy szarą wannę Sowa firmy TEGA. W związku z tym, że jest długa (102 cm), dziecko ma sporo miejsca i będzie mogło z niej korzystać jeszcze parę miesięcy. Ta ikeowska jest o wiele mniejsza. Sowa ma jednak pewien mankament – jeśli umiejscowisz ją poza łazienką, będziesz musiała ją napełniać garnkami lub miskami. To samo z opróżnianiem. Winne są gabaryty wanny i materiał, z której jest wykonana – plastik jest dość cienki, przez co wanna się wygina i uniemożliwia jej stabilne chwycenie. Jeśli nie chce się powodzi w domu, lepiej ją przenosić w 2 osoby lub tak jak wspomniałam, używać do tego naczyń. Natomiast plusem wanienki jest z pewnością dedykowany, bardzo stabilny stojak (nie jest to oczywiste w przypadku innych wanienek). Ponadto wewnątrz wanienki naklejony jest termometr, który pokazuje, czy woda jest za zimna, za ciepła, czy w sam raz dla dziecka. Jest to bardzo przydatne na początku, gdy rodzice nie mają jeszcze doświadczenia i wyczucia. Choć i tak niezawodny jest łokieć 😉 Do wanny dokupić można plastikowy wkład-leżaczek dla niemowlaka. My dostaliśmy go w gratisie i dobrze, bo żałowałabym zakupu. Jest sztywny, mało przyjemny i dość wysoki – musiałabyś dużo razy z miską latać, żeby dziecko było zanurzone w wodzie 😉 Podsumowując, ja do tej wanienki się przyzwyczaiłam i jestem zadowolona, choć jak dziecko podrośnie i będzie sobie siedzieć w wanience, będziemy musieli wrócić do wanienki z IKEA, bo tylko ona zmieści się do naszego brodzika w kabinie prysznicowej (90×90). Uroki braku dużej wanny. Cena wanienki ze stojakiem – ok. 80 zł.
6. BUJACZEK TAGGIES
No i niestety jest pierwszy produkt na liście, z którego nie jesteśmy zadowoleni. A właściwie to powinnam napisać, że to Tomek nie jest zadowolony. Bujaczek-leżaczek Ślimak firmy Taggies był prezentem od nas na Dzień Dziecka. Na początku myśleliśmy, że Tomek marudzi, bo jest jeszcze za mały, ale teraz jak ma 3 miesiące nadal nie jest w tym bujaczku zbyt szczęśliwy. Sam bujaczek wydaje się super – sam się buja, ma różne melodyjki, pluszowe maskotki, pasy bezpieczeństwa. Jednak jak na moje oko to pozycja, jaką przyjmuje dziecko, nie jest zbyt wygodna. Głowa opada na bok, nawet jak się podłoży specjalną poduszeczkę, która jest w zestawie. Wg mnie jest źle wyprofilowany. Dotychczas Tomek tylko kilka razy bujał się w nim dłużej niż 5 minut bez marudzenia, choć raz nawet udało mu się zasnąć. Może jak będzie starszy, bardziej się tym bujaczkiem zainteresuje, zwłaszcza, że w Internecie jest bardzo duża liczba pozytywnych komentarzy na jego temat. Cena bujaczka – ok. 300 zł.
 7. MATA EDUKACYJNA BABYONO
Może być jednak ciężko z tym bujaczkiem, skoro mamy fajną konkurencję dla niego – matę edukacyjną 🙂 Jest lekka, więc można przenosić z pokoju do pokoju (bujaczek jest ciężki), nie trzeba bawić się w zapinanie pasów, a dziecko leży wygodnie na plecach lub na brzuszku. Łatwo również ją wyprać. Matę, którą obecnie używamy, kupiliśmy ponad 4 lata temu mojemu siostrzeńcowi. Tomek to trzecie dziecko, które się na niej bawi. Jak widać na zdjęciu, gdzieś przez te lata zaginęła duża głowa żyrafki (powinna być tam, gdzie pusty zielony rzep), ale tak naprawdę nie jest potrzebna. Mata-kojec od BabyOno ma rozstawiane ścianki. Starsze dziecko może się bawić na rozłożonej, ale mniejsze, jak Tomek, z pewnością poczuje się bezpieczniej z postawionymi. W takim ułożeniu mata stwarza doskonałe warunki do drzemki. Jest naprawdę świetna i polecam z całego serca. Jeśli chciałabyś kupić taką matę, to gorąco polecam sklep Moja Lalka. Akurat nie mają żyrafy tylko hipcia, ale to jest praktycznie to samo. Cena w sklepie – 154 zł.
źródło: www.mojalalka.pl
 
8. LAMPKA-PROJEKTOR SKIP HOP
 To jest typowy gadżet, bez którego można się obejść, ale… ja go uwielbiam! 🙂 No dobrze, Tomek też 🙂 Mój mąż jak dowiedział się, ile kosztowała, złapał się za głowę i szybko przeliczył to na LEGO DUPLO 😉 Sówka Skip Hop jest wg mnie doskonała pod każdym względem (no może poza jedną wnerwiającą muzyczką ;)). Po pierwsze, jest ładną dekoracją pokoiku dziecka. Po drugie, ma wbudowaną lampkę, którą można zostawić włączoną na noc (ma kilka poziomów intensywności). Tak naprawdę właśnie dla lampki ją kupiliśmy. Zależało mi na delikatnym świetle, przy którym będę mogła w nocy przewinąć dziecko. Co prawda światełko jest do tego za słabe, więc pod tym względem Sówka nie spełniła naszych oczekiwań, ale na pewno przyda się przy starszym dziecku, jak będzie chciało zasypiać przy zapalonym świetle. Po trzecie, można włączyć różne rodzaje melodyjek lub „białych szumów”. Na tę chwilę to jej najważniejsza funkcja. Sówka stoi na przewijaku. Od pierwszych dni włączałam Tomkowi różne melodie podczas przewijania. Do teraz, jak rozpłacze się na przewijaku, potrafi się uspokoić po usłyszeniu znajomych dźwięków. I po czwarte, Sówka ma wbudowany projektor, który wyświetla na suficie księżyc i gwiazdki. To świetna funkcja. Utwierdziłam się w tym ostatnio, jak spał u nas mój 4,5-letni siostrzeniec, który był zachwycony tym efektem. Tomek jest jeszcze na tę funkcję za mały. Cena Sówki to ok. 200 zł.

9. WISBEAR SZUMIĄCY MIŚ

Z Whisbearem jest o tyle ciekawa sprawa, że używamy go do wszystkiego poza główną funkcją 😉 Miś nie uspokaja Tomka. Jak Mały jest marudny i płaczliwy, to mam na to inną metodę, o której napiszę kiedy indziej. W każdym razie u moich znajomych miś działa uspokajająco. My wykorzystujemy go jednak w innym celu. Miś bardzo dobrze tłumi odgłosy z otoczenia, dlatego włączamy go nieraz, gdy Tomek usypia lub dopiero co usnął, a za ścianą jest gwar lub inne hałasy. W związku z tym, że Tomek śpi jeszcze w kołysce, nie mamy zamontowanej na niej żadnej karuzeli czy innych zabawek, bo kołyska jest po prostu na to za mała. Miś idealnie wypełnia tę lukę, bo można go nałożyć na ściankę kołyski (czy łóżeczka), dzięki czemu dziecko go widzi. Miś jest też fajny do zabawy, choć pewnie dopiero za parę miesięcy stanie się bardziej atrakcyjny dla Tomka. Whisbeara również można kupić w sklepie Moja Lalka. Cena – 129 zł (bez funkcji cry sensor).
źródło: www.mojalalka.pl

10. TERMOMETR ELEKTRONICZNY BRAUN

My mamy model Braun IRT 6020 za ok. 140 zł i jest dla nas wystarczający. Wyższe modele mają dodatkowo możliwość zapisywania wyników w pamięci, ale wg mnie nie jest to potrzebne. Z termometru skorzystaliśmy przez ostatnie 3 miesiące sporo razy. Nie tylko mierzyliśmy temperaturę Tomkowi, ale również sobie. Co bardzo ważne, termometr jest dokładny i wygodny, wystarczy włożyć jego końcówkę do ucha i nacisnąć jeden przycisk. Wynik wyświetla nam się po paru sekundach, więc dziecko nie zdąży się zniecierpliwić.

11. LAKTATOR ELEKTRYCZNY MEDELA

Nie kupowałam laktatora przed porodem. Dobry laktator to spory wydatek, więc postanowiłam, że kupię go dopiero, gdy okaże się niezbędny. I bardzo dobrze zrobiłam. Po pierwsze, przez kilka pierwszych miesięcy nie musiałam odciągać mleka, a po drugie, dostałam laktator od mojej siostry, która przestała już karmić piersią. Jest to laktator Swing firmy Medela. Użyłam go dotychczas tylko 2 razy i było wg mnie ok – szybko i efektywnie ściąga mleko, łatwo się go czyści, więc chyba o to chodzi. Z pewnością w kolejnych miesiącach będę go używała częściej, bo podejrzewam, że częściej będziemy zostawiać Tomka np. z Babcią. Koszt laktatora to ok. 500 zł.
źródło: www.medela.pl

12. BUTELKA ANTYKOLKOWA DR BROWN’S

Karmię piersią, dlatego na co dzień nie używam butelek. Butelkę Dr Brown’s użyłam na razie dwa razy po odciągnięciu mleka. Pierwszy raz, żeby zrobić test, czy Tomek załapie, a drugi raz, gdy został już sam z Babcią (a my poszliśmy na wesele). W butelce jest specjalny system ssania zbliżony do tego naturalnego, dlatego za każdym razem Tomek pił wolno, nie krztusił się i nie połykał powietrza. Tak jak w przypadku laktatora, będzie pewnie używana częściej w kolejnych miesiącach. My mamy butelkę o pojemności 120 ml i jeśli teraz miałabym kupić nową, to kupiłabym większą (240 ml). Cena – ok. 25 zł.

13. TORBA BABYMEL

Recenzję torby Babymel Cara opublikowałam jakiś czas temu TU, więc nie będę tego powtarzać. Natomiast po ok. miesiącu użytkowania zdania o niej nie zmieniłam – jest po prostu świetna! Nigdzie się bez niej nie ruszam. Cena na stronie producenta www.babymel.pl to 289 zł. Są różne modele toreb, ale dla mnie najważniejsze jest, że Cara ma z przodu kieszonkę bez zamka na rzeczy podręczne np. komórkę i 2 niezapinane kieszonki po bokach, do których mogę włożyć butelkę wody czy pieluszkę tetrową, żeby mieć ją pod ręką.

  • A jak pierzesz tą matę? Normalnie w pralce? Nic się z nią nie dzieje?

    • Była już wielokrotnie prana, bo ma prawie 5 lat 🙂 Teraz też praliśmy, w 40 stopniach. Jedynie odczepiliśmy pałąki, ale je tez praliśmy w pralce.