dsc_0101-2

„Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”, jak to trafnie ujął Heraklit z Efezu. Po 9 miesiącach od opublikowania mojego pierwszego posta również ja zdecydowałam się coś zmienić. A powód jest bardzo prosty – moje macierzyństwo jest trochę inne niż je sobie wyobrażałam. Ale zacznę od początku.

Do góry nogami. To było moje hasło przewodnie przy zakładaniu bloga. Miało idealnie podsumowywać to, co my, kobiety w ciąży i młode mamy, słyszymy na co dzień.  „Teraz jak jesteś w ciąży to dużo odpoczywaj i śpij, bo potem nie będziesz miała na to czasu. Leż do góry nogami i napawaj się chwilą”. Tak często mówią nam bliscy i znajomi, gdy spodziewamy się dziecka. Gdy już się ono pojawi, słyszymy to samo hasło, ale w innym kontekście: „I co? Świat przewrócił ci się do góry nogami?”.

Gdy zakładałam bloga, byłam w 6 miesiącu ciąży. Powyższe teksty słyszałam na każdym kroku, więc wykorzystałam je  jako  nazwę. Jednak bardzo szybko uznałam, że będzie ona tymczasowa. W ciąży do samego końca byłam aktywna. Spacerem przemierzałam kilometry, załatwiałam tysiąc spraw w mieście, chodziłam na gimnastykę, zaczęłam pisać bloga, poszerzałam wiedzę z zakresu rozwoju dziecka, fotografii i mediów społecznościowych. Zaczęłam więcej gotować i miałam więcej czasu na zajmowanie się domem. Cały czas na nogach, cały czas w ruchu. Naprawdę na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, gdy musiałam się położyć i odpocząć. I nie mówię tu o początkach ciąży, kiedy męczyły mnie potworne nudności.

Już wtedy zastanawiałam się nad nową nazwą, ale jeszcze czekałam na to, co mi przyniesie macierzyństwo. W końcu świat miał mi się przewrócić do góry nogami 😉

No i się nie przewrócił. Serio. Tomek obecnie ma 6 miesięcy. Od 4 miesięcy przesypia całe noce i bardzo rzadko się zdarza, że się przebudzi. Jeśli pojawiały się kolki, potrafiłam sobie z nimi poradzić (jak? o tym pisałam TU). Radzę sobie ze wszystkimi czynnościami przy dziecku. Mam wspierającego Męża, który jest wspaniałym tatą. Mam rodzinę i znajomych, którzy zawsze spieszą z pomocą. Prawdę mówiąc, nawet za często ich nie proszę o przysługę. Jeszcze przed porodem myślałam, że będę musiała ściągnąć moją Mamę na co najmniej tydzień, żeby pomogła mi w pierwszych dniach w domu. Nie musiałam. Już w szpitalu macierzyństwo wydało mi się tak naturalne, że kto miałby sobie lepiej radzić z moim dzieckiem jak nie ja?

Wszystkiego nauczyłam się sama i testowałam na własnej skórze. Dużo czytałam i nadal czytam o rozwoju dziecka i opiece nad nim. Jeśli sobie z czymś nie radzę, szukam pomocy u specjalistów (np. u konsultantki laktacyjnej – o tym z kolei pisałam TU) czy bardziej doświadczonych mam. Bo musicie wiedzieć, że nie zawsze było pięknie. To, że mój świat nie stanął na głowie, nie oznacza, że zawsze było łatwo. Czasami jest piekielnie trudno! I na to z pewnością trzeba się nastawić. Bóle całego ciała po porodzie, nawał laktacyjny, problemy z karmieniem, kolki u dziecka, wizyty w szpitalu z małym. Ja sama do tej pory odczuwam skutki porodu i parę dni temu musiałam wydać 150 zł na różne leki. Życie, pani, życie!

Ale mimo trudniejszych chwil, myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej 😉 Byłam przekonana, że będę chodzić jak zombi, że będę wstawać do dziecka co 2 godziny, wróć, co godzinę!, że nie będę miała na nic czasu, że pełną nockę prześpię może za 3 lata, że ominą mnie hity kinowe, a kawę będę piła w wersji „ice”. Nic z tych rzeczy. Co więcej, rozwijam bloga, podjęłam dodatkowe wyzwania zawodowe, dokształcam się, a dziecku poświęcam  tyle czasu, ile bym chciała. Tomek jest bardzo spokojnym dzieckiem, może dlatego, że przez te 6 miesięcy doskonale się poznaliśmy i zwykle wiem, jaki jest powód każdego płaczu czy marudzenia.

Wiem, że część z Was na pewno boryka się z nieprzespanymi nocami, kolkami, niewyjaśnionym płaczem dziecka i wieloma innymi problemami. Może moje doświadczenia opisywane na tym blogu w jakiś sposób Wam się przydadzą? Mam taką nadzieję! Bo po to właśnie go piszę. Jeśli coś przetestowałam i się sprawdziło, dlaczego miałabym to zachować tylko dla siebie?

Moja nowa nazwa „Stay cool mum” niesie jedną główną myśl – Mamo, dasz radę! Jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka! Mimo trudniejszych chwil, łez bezsilności, bólu i zwątpienia, jesteś super. I pamiętaj, żeby do macierzyństwa podchodzić ze spokojem, ale też odrobiną humoru. Mam nadzieję, że mój blog łączy te dwie rzeczy 🙂

Powodzenia, Mamo!

  • Super Olcia! Nazwa świetna, chwytliwa i pełna optymizmu 🙂 Pozdrawiam Cię ciepło!

    • Ola

      Dziękuję Ci ślicznie :* Bardzo miło mi to słyszeć! Pozdrawiam!