+

Drugi post z cyklu „Nasze gadżety”, czyli z czego korzystaliśmy, gdy Tomek był w wieku 3-6 miesięcy, co się sprawdziło, co nie, co kupilibyśmy drugi raz, a czego najchętniej byśmy się pozbyli. W końcu każdy z nas ma jakiś zakupowy fuck up, prawda? 😉

Zacznę od tego, że większość rzeczy, których używaliśmy w pierwszych miesiącach, wykorzystywaliśmy nadal. Przez pół roku mogliśmy je  przetestować ze wszystkich stron. Poniżej kilka uwag, a szczegółowy opis ze zdjęciami znajdziecie tu: Nasze gadżety – część 1, żeby już dwa razy o tym samym nie pisać 😉

1. Mebelki ATB Meble – wg mnie jeden z naszych najlepszych wyborów! Nad komodą z bardzo  funkcjonalnym przewijakiem rozpływałam się już w pierwszej części 🙂 Jeśli chodzi o łóżeczko, to Tomek do 6. miesiąca nie spędzał w nim jeszcze nocy, ale był do niego odkładany na drzemki. Jest duże, wygodne i ma ponadczasowy wygląd.
2. Wózek TFK Joggster III – do 6. miesiąca używaliśmy gondoli lub maxi cosi na adapterach. Spacerówkę zamontowaliśmy dopiero po 6. miesiącu, więc o tym w kolejnej części 🙂
3. Fotelik samochodowy Maxi Cosi Pebble z bazą isofix – jak pisałam w pierwszej części, niejako nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy kupić bazę, ale teraz nie wyobrażamy sobie jej nie mieć 😉 Naprawdę warto w nią zainwestować dla komfortu psychicznego (wiemy, że fotelik jest dobrze zamontowany) i fizycznego (nie musimy się mordować z pasem).
4. Kosz Mojżesza Shnuggle – tego typu kosz-kołyska przez wiele osób uważany jest za niepotrzebny gadżet. Ale w naszym przypadku to był mus, bo łóżeczko nie zmieściłoby się do naszej sypialni. Niestety w pewnym momencie dziecko z kosza wyrasta, ale i tak korzystaliśmy z niego bite pół roku.
5. Wanienka Tega – 6-miesięczny Tomek nadal się w niej mieścił 🙂
6. Mata edukacyjna BabyOno – ok. 4 miesiąca zdemontowałam pałąki i opuściłam ścianki, bo blokowały obracanie się na boki, a koło 6. miesiąca była już za mała (ma ok. 100×100 cm).
7. Lampka-projektor Skip Hop – cały czas powtarzam, że to mój hit 🙂 Tomek ok. 5.-6. miesiąca życia zaczął zauważać gwiazdki na suficie, które rzuca projektor, zatem wykorzystujemy już wszystkie funkcjonalności tej lampki 🙂
8. Szumiący miś Whisbear – mam do niego mieszane uczucia, niby fajny, ale czy super? Tak jak pisałam w poprzedniej części, używamy tylko od czasu do czasu do tłumienia odgłosów płynących z domu, żeby żadne hałasy nie rozbudziły zasypiającego Tomka. Prawdę mówiąc, opcja szumienia jest w różnych zabawkach, również w tych tańszych, więc nie upieram się, że musi to być Whisbear. On ma po prostu dobry marketing, no i jest polską marką, co jest na plus. Poniżej przedstawię alternatywę dla Whisbeara, choć też nie upieram się, że jest jakaś wyjątkowa.
9. Termometr elektroniczny Braun – z pewnością kupilibyśmy drugi raz, jest prosty w obsłudze, a jego funkcjonalności są wystarczające.
10. Laktator elektryczny Medela – używałam kilka razy i jestem zadowolona.
11. Butelka antykolkowa Dr Brown – w poprzednim poście pisałam, że wybrałabym większą, ale teraz, gdy Tomek jest już starszy, daję mu wodę w tej butelce. To, że jest mała, staje się w tym momencie atutem, bo Tomek bez problemu ją sobie trzyma w rękach (w pozycji półleżącej).
12. Torba Babymel – kocham ją i powtarzam to na każdym kroku 🙂 Mogłabym być ambasadorką tej firmy, bo cały czas łażę i wszystkim gadam, jaka  ta torba jest świetna 😉 Często przyglądam się, co wisi na wózkach innych mam i zastanawiam się, jak dają radę z torbami, które nie mają żadnej kieszonki na zewnątrz. Sporo jest takich na rynku i już kilka razy zastanawiałam się, czy są praktyczne. Trzy kieszonki zewnętrzne w torbie Babymel Cara to jej główny atut – upycham tam wszystko, co chcę mieć pod ręką.

Jak widzicie, powyższe gadżety bardzo ułatwiają nam życie i jesteśmy z nich zadowoleni. Moimi osobistymi hitami są: komoda z przewijakiem ATB Meble, lampka-projektor Skip Hop i torba Babymel. Są po prostu doskonałe 🙂

Jedna rzecz nie znalazła się na powyższej liście – bujaczek Taggies. Robiliśmy kilka podejść, parę razy Tomek się pobujał, ale obojętnie w jakim był wieku (czy miał 2 miesiące, czy 5) przyjmował dziwną pozycję, w której głowa leciała mu do przodu albo na boki. Sprzedaliśmy go.

A poniżej gadżety, które doszły w tym okresie:

13. NOSIDŁO TULA
Tak naprawdę kilka podejść z Tulą mieliśmy już w pierwszych 3 miesiącach życia Tomka, ale były to tylko krótkie spacery. Na dobre mogliśmy ją przetestować podczas wypadu w góry, gdy Tomek miał 4 miesiące. Jak zasnął na początku wyprawy, tak budził się tylko  podczas przerw na trasie, a po jedzeniu i przewinięciu spał dalej 🙂  Bliskość rodzica (w jedną stronę niósł tata, w drugą ja), spokój dookoła, świeże powietrze sprawiały, że Tomek spał jak… dziecko 😉  Co do komfortu noszenia, Tula wyposażona jest w kilka szelek, które można odpowiednio wyregulować. Nasza wędrówka liczyła 16 km, czyli po 8 km na osobę i trzeba przyznać, że z nosidłem szło się bardzo dobrze.  Nie mogę jednak powiedzieć, że nie czułam żadnego obciążenia czy bólu w plecach. Wydaje mi się jednak, że nawet jak ustawisz dobrze szelki, to  ciężar dziecka i czas trwania wędrówki robią swoje. To trochę tak jak z plecakiem – nawet jak masz najlepszy i najwygodniejszy na rynku, to jednak po kilku godzinach dźwigania będzie Cię gdzieś łupało 😉 W każdym razie Tula jest bardzo wygodna, miękka, łatwo i szybko się ją zakłada. Próbowałam też chustonoszenia, ale dla mnie nosidło jest praktyczniejsze. Kto co lubi. Używam go nie tylko na wyjazdach, ale też gdy potrzebuję wyskoczyć na chwilę do jakiegoś sklepu w okolicy lub na pocztę i nie chcę targać wózka. Tula dopuszczona jest od 3,5 kg, czyli można w niej tak naprawdę nosić noworodki, ale wówczas należy dokupić odpowiednią wkładkę. Zaraz podniosą się zapewne głosy, że nosidło jest niewskazane dla tak małych dzieci. Odpowiem jednak, że wkładanie dziecka do nosidła od czasu do czasu na pewno krzywdy mu nie zrobi. Ja pierwszy raz użyłam Tuli, jak Tomek miał ok. 2 miesięcy. Wiem, że to doskonałe rozwiązanie dla mam, które mają niemowlę i psa, którego trzeba kilka razy dziennie wyprowadzać. U nas przez pierwsze 3 miesiące najdłuższy spacer w Tuli trwał może 30 minut. A korzystałam z niej  1-2 razy w miesiącu. Wszystko dla ludzi, ale w umiarze 🙂  Ceny nosideł Tula są niestety dość wysokie. My mamy to szczęście, że dostaliśmy je w prezencie z okazji narodzin dziecka od pracodawcy Męża. Mamy nosidło ergonomiczne Tula Baby, które kosztuje 465 zł (wkładka dla niemowlaka to dodatkowe 69 zł), ale trzeba pamiętać, że nosidło może posłużyć dla dziecka do 20 kg, więc w pewnym sensie się zamortyzuje 😉

14. ASPIRATOR DO NOSA NOSEFRIDA
Od Tuli płynnie (sic!) przechodzę do aspiratora, bo oba tematy się niejako łączą 😉 Pierwszy duży katar zaatakował Tomka właśnie na naszym wyjeździe w góry. I to w nocy. Poczytałam w Internecie, co najlepiej robić – odciągać wydzielinę aspiratorem. Niestety hotel mieliśmy w Harrachovie, a tam apteki całodobowej nie było. Sprawdziliśmy też Szklarską Porębę – apteki otwarte od 8.00.   Katar był naprawdę intensywny i utrudniał Tomkowi spanie, ale przetrwaliśmy do rana. Na pierwszy ogień poszedł aspirator Sopelek, potem kupiliśmy jeszcze jeden – NoseFrida. W domu czekał na nas z kolei Katarek. Przez kilka dni mogłam zatem przetestować wszystkie powyższe. Pisałam o nich tu: Aspiratory do nosa. Tam przeczytacie też dlaczego ostatecznie najbardziej odpowiada mi NoseFrida. Jeden tylko mankament, o którym nie wspomniałam w poście – niestety zauważyłam, że jak odciągam katar Tomkowi, za chwilę sama mam katar. Mimo że wydzielina osiada w zbiorniczku, który z kolei zabezpieczony jest ochronną gąbeczką (filtrem), część zarazków przenika 🙁 Koszt aspiratora: ok. 22 zł + ok. 3 zł za wymienne gąbeczki.

15. POJEMNIK NA WODĘ Z POMPKĄ DOZUJĄCĄ
Teraz coś z innej beczki. Dosłownie 😉 Coś bardzo prostego, a jakże przydatnego – pojemnik z pompką dozującą na wodę, którą używam przy przewijaniu. Jak Tomek był mniejszy używałam miseczki, ale gdy tylko zaczął być bardziej ruchliwy, a miseczka z wodą lądowała w jego łóżeczku albo na podłodze, musiałam coś innego wymyślić. U siostry podpatrzyłam poniższy pojemnik. Ten akurat jest stricte po wodzie do przewijania (jakiś francuski wynalazek), ale pojemników z pompką dozującą jest całe mnóstwo. Pierwszy lepszy z Google kosztuje 7,90 zł, można też wykorzystać do tego opakowanie np. po płynie do kąpieli. Żeby nie trzeba było każdego wacika moczyć osobno, bo to zajęłoby trochę czasu, od razu podkładam pod dozownik kilka.

16. ŻYRAFKA SOPHIE
Żyrafka Sophie – niezwykle popularny gryzak, który ma niemal każde niemowlę. Wystarczy przejrzeć profile mam na Instagramie 😉 Czy żyrafka to tylko modny gadżet, czy coś naprawdę przydatnego? Swoją Sophie Tomek dostał w prezencie od rodziny z Francji. Tam jest najbardziej popularna, bo właśnie tam się „urodziła”. Jej historia sięga 1961 roku, czyli jest już na rynku 50 lat! Nie bez powodu tak długo. Sophie wykonana jest z bardzo miękkiej i bezpiecznej dla dziecka gumy. Doskonale masuje dziąsła, a jej rozmiary i kształty idealnie pasują do małych rączek niemowlaka. Kiedyś czytałam też opinię jakiegoś taty-stomatologa, który pozytywnie wypowiadał się na temat tego gryzaka. Tomek zaczął się nią bawić ok. 5-miesiąca, mimo że pierwsze zęby pojawiły się dopiero 2 miesiące później. Na początku nie umiał jeszcze jej dobrze chwycić, ale koło 6-miesiąca rozkręcił się na dobre i już widać na niej ślady miętoszenia 😉  Cena żyrafki: ok. 70 zł.

                                        źródło: www.mojalalka.pl

17. ŻYRAFA GENTLE GIRAFFE
Kolejna żyrafa do kolekcji. Ale co zrobić, jak to takie poczciwe zwierzę 😉 To alternatywa dla szumiącego misia Whisbear, o której wspominałam na początku. Podobna cena (119 zł), ale ma więcej funkcjonalności. Tomek dostał ją od cioci z okazji Chrztu i przez jakiś czas była rzeczywiście dość intensywnie wykorzystywana. Wydaje kilka dźwięków do wyboru – bicie serca matki, odgłosy bębenków, odgłosy safari, dźwięk wodospadu. Włączałam ją Tomkowi podczas zabawy (jest moduł Play), ale też w celu tłumienia hałasu, jak w przypadku Whisbeara. Nie mówię, że tę żyrafę koniecznie trzeba mieć w domu. Nie. Po prostu używałam jej częściej niż Whisbeara, więc według mnie ona wygrywa.
          źródło: www.patiimaks.pl

18. PASEK DO FOTELIKA DOOKY
Typowy gadżet, który ma za zadanie ułatwić życie. Niestety moje tylko komplikuje, więc został rzucony w kąt 😉 Pasek ma pomóc w noszeniu fotelika z dzieckiem. Udźwig do 17kg, a ja już przy 5-kilogramowym dziecku przeklinałam cały świat. Według mnie strasznie niepraktyczny. Na zdjęciu uśmiechnięta pani trzyma sobie pusty fotelik przewieszony na ukos – próbowałam, moje piersi po kilku krokach zostały zmasakrowane. Już wiem, dlaczego na zdjęciu nie ma w tym foteliku dziecka! Przełożyłam pasek na ramię, skracałam go, wydłużałam, no nie dałam rady. Fotelik obijał mi się o biodra i uda, dziecko skakało, a pasek wpijał się w ramię. Według mnie wygodniej trzymać fotelik w zgięciu łokcia. Cena: 69 zł. Nie polecam 🙁


źródło: www.calydlamamy.pl

To by było na tyle 🙂 Z czymś się zgadzacie, z czymś się nie zgadzacie? Następna część jak Tomek będzie miał 9 miesięcy! Ale ten czas leci! 🙂