Już na samym początku zaznaczę, że nie jestem ekspertem od żywienia niemowląt, nie jestem też ekspertem od BLW, a ten post po prostu przedstawia moją historię związaną z wprowadzeniem  tej metody karmienia w moim domu. Przeczytacie tu, co o  niej myślę i jak to wygląda u nas w praktyce 🙂

Słowem wstępu, BLW (pl. Bobas Lubi Wybór, ang. Baby-Led Weaning) to metoda rozszerzania diety niemowlaka, w której dziecko 1) je samodzielnie, 2) nie je papek, 3) samo decyduje czego i ile zje (z zaoferowanych produktów), 4) je w tym samym czasie co rodzice. To tak pokrótce. Więcej na ten temat znajdziecie np. tu: Ala’Antkowe BLW.

Po wrzuceniu ostatnimi czasy filmiku i zdjęć, jak Tomek samodzielnie zjada obiad, dostałam od Was sporo pytań na temat mojego doświadczenia z BLW. Postaram się zatem przybliżyć Wam, jak to u nas wygląda.

Jak wyglądały moje początki BLW?
Z rozpoczęciem BLW i generalnie z rozszerzeniem diety czekałam do ukończenia przez Tomka 6 miesięcy (miał ok. 6,5 miesiąca). Według zaleceń WHO do 6 miesiąca życia dziecko powinno być karmione wyłącznie piersią i tego się trzymałam.  Do karmienia wkładałam Tomka do krzesełka, ale dosłownie tylko na kilka-kilkanaście minut, bo jeszcze nie siedział stabilnie. Czułam, że to trochę dla niego za wcześnie. Inną sprawą było zainteresowanie jedzeniem. Według Ala’Antkowe BLW, dziecko wówczas jest gotowe na tę metodę, gdy „wykazuje zainteresowanie jedzeniem i świadomie kieruje rączką z chwyconym pokarmem celnie do buzi”. U Tomka niestety tego nie było. Wypychał jedzenie z tacki na podłogę, a ja się niepotrzebnie frustrowałam, bo myślałam, że sięganie po jedzenie będzie naturalnym instynktem dziecka. Lekko zrezygnowana, odstawiłam BLW na boczny tor. Nie chciałam jednak całkowicie się poddać  i od czasu do czasu, może raz-dwa razy w tygodniu, próbowałam zachęcać Tomka do samodzielnego jedzenia.  Przez pierwszy miesiąc coś tam skubnął. Nie było jednak widać, żeby sprawiało mu to szczególną przyjemność. Mnie z kolei każdy kęs przyprawiał o zawał serca, bo miałam wrażenie, że Tomek wpycha sobie to jedzenie mało świadomie, przez co w jego buzi lądowały zbyt duże kawałki.  Minęło ok. 1,5 miesiąca i nastąpił punkt przełomowy (Tomek miał niecałe 8 miesięcy)! Nagle, tak z dnia na dzień, podałam mu różne produkty na tacce i zjadł niemal wszystko. Nie dość, że ładnie trafiał do buzi, to jeszcze odgryzał sobie małe kawałeczki (miał tylko 2 dolne jedynki). Widać też było, że sprawia mu to frajdę. Po czym poznałam, że jest najedzony? Zaczął się rozglądać, gadać, wyrzucać resztki jedzenia na podłogę, raz się wzdrygnął i raz mu się odbiło 😉 To wszystko tylko świadczyło o tym, że się najadł 🙂 Zresztą same zobaczcie:


Czy Tomek się krztusił jedzeniem?

Kilka razy faktycznie się zakrztusił, ale nie było to nic groźnego, sam był w stanie sobie pomóc. Prawdę mówiąc, o wiele częściej krztusi się, pijąc mleko czy wodę. W każdym razie bardzo ważne jest, aby cały czas być przy dziecku.

Co podawałam w pierwszej kolejności?
Starałam się mniej więcej trzymać ogólnego schematu żywienia dzieci karmionych piersią. Piszę „mniej więcej”, bo nie są to rygorystyczne wytyczne. W związku z tym, że na początku rozszerzania diety rzadko sięgałam po BLW, karmiłam małego łyżeczką. Starałam się jednak nie robić papki, tylko rozgniatać warzywa widelcem, żeby przyzwyczajać go do innej konsystencji pokarmu (BLW cały czas miałam z tyłu głowy). Zaczęłam od marchewki, ziemniaka, dyni, brokuła i buraka. Wprowadzałam je co 2-3 dni. Następnie sięgnęłam po owoce – jabłka, gruszki, banany – oraz kolejne warzywa. Warzywa do teraz gotuję na parze, bo jest to sposób równie  szybki co gotowanie w wodzie, a znacznie zdrowszy. Używam do tego prostego sitka   wkładanego do garnka (kosztuje kilka-kilkanaście złotych – można kupić w wielu supermarketach lub sklepach internetowych np. TU). Jeśli chodzi o BLW to moim hitem jest ziemniak, dynia i batat. Są mięciutkie po ugotowaniu i stosunkowo łatwo się je chwyta. Tomek sobie świetnie z nimi radzi i je bardzo lubi.  Teraz sięgam też do fajnych przepisów z książki Ala’Antkowe BLW.

Czy stosuję BLW przy każdym posiłku?
Nie. Z jednej prostej przyczyny. BLW niestety zajmuje dość sporo czasu – dziecko je wolno, robi bałagan, brudzi się niemiłosiernie, więc trzeba wyczyścić krzesełko, podłogę, dziecko i jeszcze je przebrać. Na macierzyńskim mam sporo różnych dodatkowych zajęć, często wychodzimy z domu i nie zawsze jest czas na powolne jedzenie. Wiem, że w BLW chodzi też o to, żeby dziecko jadło w tym samym czasie co rodzic, ale nie zawsze jest to łatwe do zgrania. Czasami wygodniej mi po prostu przygotować Tomkowi śniadanie w miseczce i go nakarmić. Staram się jednak, aby obiad sam zjadał i myślę, że 5-6 razy w tygodniu mi się to udaje.

Jakie są moje rady dla mam planujących wprowadzenie BLW?
Najważniejsza rada – nie stresuj się i nie frustruj. BLW wymaga czasu. Przede wszystkim obserwuj, czy Twoje dziecko w ogóle jest gotowe na tę metodę. Mój Tomek załapał, o co w tym wszystkim chodzi, dopiero jak miał 8 miesięcy. Myślałam, że to będzie takie książkowe – 6 miesięcy i siup. Każde dziecko zdobywa jednak kolejne umiejętności w swoim tempie. Podejmuj jednak próbę już po 6 miesiącu, tylko podchodź do tego na spokojnie. I równie ważna rada – nic na siłę. To  moje motto. Coś Ci nie leży? Nie rób tego na siłę. Nie chcesz  czegoś robić? Nie rób.  Nie  jest nigdzie powiedziane, że BLW jest jedyną właściwą metodą żywienia dzieci, więc nie musisz tego robić, tylko dlatego, że  inni to robią. Musisz mieć do tego przekonanie. Ja się przekonałam dopiero po 1,5 miesiąca i naprawdę widzę plusy 🙂 I nie słuchaj gadania, że dziecko się nie najada. Na moim filmiku widać, że to nieprawda! Faktycznie zje mniej, niż gdyby był karmiony łyżeczką, ale tu nie o to chodzi. Pamiętajcie, że dla dziecka karmionego piersią, mleko matki jest podstawą żywienia do 12 miesiąca. Dziecko ma poznawać nowe smaki i uczyć się samodzielnego jedzenia. A najeść i tak się naje 🙂

Zachęcone? Powodzenia! Koniecznie dajcie znać w komentarzach, jak Wam poszło. A może już stosujecie? Pytajcie też do woli, odpowiem na każde pytanie.

  • Od początku skłaniałam się do BLW, ale tak naprawdę wyboru dokonało moje dziecko 😉 Po prostu nie pozwalało się karmić łyżeczką. Nie udało mi się nigdy dotrzeć z pełną łyżką do ust, zawsze zawartość lądowała na ubranku albo na ścianie…

    Ale uwielbiam tę metodę. Za filozofię. Jest bardzo zgodna z tym, co sama uważam, jeśli chodzi o wychowanie.

    • Magda

      Ja nie umiem rozgryźć jak poradzić z siedzeniem dziecka. U nas Mały jest bardzo zainteresowany jedzeniem, łyżeczką trafia sobie do buzi ale nie siedzi jeszcze. Wg naszego fizjoterapeuty najpierw zacznie czworakowac a dopiero później siadać. I mówi się, że póki dziecko samo nie usiądzie to nie można go sadzać…Więc wychodzi na to że gdzieś do 9 miesiaca o jedzeniu u nas nie powinno być mowy a boję się że do tego czasu minie ten okres zainteresowania jedzeniem 🙁

      • Ola

        Nie siedzi, czy nie siada? Nawet na stronie Ala’Antkowe BLW jest napisane „potrafi samodzielnie siedzieć, lub posadzone na kolanach dorosłego nie chwieje się”. Mój mały do tej pory sam nie siada, ale posadzony siedzi. Na początku wkładałam go do krzesełka na dosłownie parę minut, bo się mocno chwiał – to dziecku krzywdy nie zrobi. Myślę, ze warto spróbować.

      • Magda, tak jak Ola pisze niżej, jest różnica między siedzeniem a siadaniem. My do pierwszych posiłków sadzaliśmy dziecko na swoich kolanach, koleżanki wkładały na te 10 minut jedzenia do wysokiego krzesełka. Zakaz sadzania dotyczy sytuacji, w których pionizujesz dziecko i podpierasz np. poduszkami, żeby się nie chwiało – to jest szkodliwe. Wystarczy, że Twój synek jest w stanie siedzieć z podtrzymaniem na Twoich lub taty kolanach. Daj mu wtedy do łapy kawałek marchewki czy skórkę z chleba i jazda 🙂