Trzeci post z cyklu „Nasze gadżety”, czyli z czego korzystaliśmy, gdy Tomek był w wieku 6-9 miesięcy. Tym razem nie mieliśmy żadnych wpadek, może zmądrzeliśmy 😉

Dwie pierwsze części znajdziecie tu:
Nasze gadżety – część 1
Nasze gadżety – część 2

Ponownie zacznę od rzeczy, których używaliśmy już wcześniej i z których nadal jesteśmy zadowoleni:

1. Mebelki ATB Meble – Tomek w wieku 6 miesięcy „przeniósł” się do swojego pokoju, a tym samym zaczął spać w swoim łóżeczku. O ile łóżeczko, jak łóżeczko – jest po prostu wygodne i uniwersalne, o tyle nadal pieję z zachwytu nad komodą z przewijakiem, bo jest doskonała pod każdym względem 🙂
2. Wózek TFK Joggster III – po 6. miesiącu Tomek przesiadł się do spacerówki. To, co jest w niej fajne, to 3 poziomy pochylenia oparcia, które reguluje się wygodnymi i wytrzymałymi suwakami. Minusem jest natomiast utrudniony dostęp do koszyka pod wózkiem, który przy pełnym rozłożeniu oparcia  jest praktycznie wyłączony z użycia. 6-9 miesiąc przypadał akurat w sezonie zimowym, więc do spacerówki dokupiliśmy śpiworek podszyty ciepłym polarem.
3. Fotelik samochodowy Maxi Cosi Pebble z bazą isofix
4. Wanienka Tega
5. Lampka-projektor Skip Hop – nadal mój hit! Tomek reaguje już na projektor. Przed spaniem obowiązkowo pokazuje palcem gwiazdki na suficie 🙂
6. Termometr elektroniczny Braun
7. Laktator elektryczny Medela – ale znowu użyłam może raz
8. Torba Babymel – tak, nadal ją kocham 🙂
9. Nosidło Tula – w sezonie zimowym użyłam może raz
10. Aspirator NoseFrida – według mnie nadal nie ma nic lepszego, choć niestety zauważyłam, że odciąganie w ten sposób wydzieliny z noska dziecka nie pozostaje bez wpływu na zdrowie matki 🙁
11. Pojemnik na wodę z pompką dozującą

A teraz rzeczy, które doszły:

12. KRZESEŁKO STOKKE TRIPP TRAPP
Krótko mówiąc – to krzesełko ułatwia życie. Jest wygodne, ergonomiczne i co ważne, dość lekkie, więc z łatwością można je przenieść z miejsca na miejsce. My podkleiliśmy nóżki filcem, dzięki czemu bez problemu możemy przesuwać krzesełko z Tomkiem „na pokładzie” po panelach  – jest to dużym ułatwieniem, gdy Tomek mi marudzi, a ja muszę się umyć, ubrać, zrobić obiad itd.  Wtedy Tomek „jeździ” ze mną po domu  i trzymam go tym samym w ryzach. Mamy porównanie z kilkoma innymi krzesełkami  i to naprawdę bije wszystkie na głowę. No, ale wiadomo nie od dziś, że jak coś jest dobre, to najczęściej sporo kosztuje. Tak jest w tym przypadku. Krzesełko w wersji podstawowej to 789 zł. Jeśli chcesz je dodatkowo wyposażyć, musisz się liczyć z dodatkowymi kosztami. My mamy zestaw niemowlęcy (189 zł) – bardzo wygodny, dziecko dzięki niemu nie „lata” w krzesełku, poduszkę  (159 zł) i tackę (179 zł). Podsumowując – nasza wersja to 1319 zł. Cena powala.  Akurat mamy to szczęście, że  krzesełko i zestaw niemowlęcy dostaliśmy na Chrzest i Święta, więc kupiliśmy tylko poduszkę i tackę. Czy zdecydowalibyśmy się na zakup krzesełka, gdybyśmy nie dostali go w prezencie? Gdybyśmy go wcześniej nie znali, to pewnie nie, bo odstraszyłaby nas cena. Ale gdy już je teraz znamy, przy drugim dziecku kupimy Stokke bez wahania, tym bardziej, że będziemy już mieć zestaw niemowlęcy, poduszkę i tackę – starsze dziecko nie będzie ich potrzebować.

  źródło: www.stokke.com

źródło: www.stokke.com

13. SANKI PICCOLINO
Przyznaję, mój Mąż jest gadżeciarzem. Rzuciłam hasło, żeby Tomkowi kupić sanki, ale raczej myślałam o czymś prostym – jak za mojego dzieciństwa. Mąż jednak wypatrzył sanki, które można doposażyć jak samochód 😉 Wersja podstawowa to ok. 120 zł, czyli dostajesz sanki z oparciem, pasami bezpieczeństwa i taśmą do ciągnięcia. Ale oczywiście możesz dokupić masę akcesoriów jak śpiworek, podnóżki, pchacz, budka, rękawica i kółka! Ze 120 zł robi się prawie 500. My „ograniczyliśmy” się do śpiworka, pchacza i kółek. Nie powiem, sanki robią wrażenie, po śniegu suną płynnie, tylko gdzie ten śnieg?? 😉 Tomek na sankach był 2 razy i to tak trochę na siłę, bo śniegu było jak na lekarstwo. Poczekamy do przyszłej zimy, z pewnością sanki będą atrakcją dla starszego dziecka.

źródło: www.ceneo.pl

14. NIANIA ELEKTRONICZNA AVENT
Przeprowadzka Tomka do swojego pokoju wiązała się z kupnem elektronicznej niani. Urządzenie jest bardzo czułe, czasami wyłapuje odgłosy z innego pomieszczenia i z ulicy. Niania włącza się nawet przy cichych szmerach, ale dopiero mocniejsze dźwięki, np. płacz dziecka, sygnalizowane są dodatkowym alarmem. Kilka razy prawie dostałam zawału, gdy Tomek zaczynał płakać, a przy moim uchu zaczynał rozbrzmiewać dzwonek wzmocniony wibracjami. Na szczęście można sobie uregulować głośność. To, co jest na plus, to wbudowany w bazę termometr – bardzo przydatne szczególnie w pokoju dziecka, gdzie zalecana temperatura to 19-20 stopni. Baza niani posiada również delikatną lampkę i kilka melodyjek. Ja akurat z tego nie korzystam, bo mam Sówkę Skip Hop 🙂 Jedyny minus niani, i to bardzo irytujący, to dźwięk wyłączania słuchawki – jest przeszywający, szczególnie w nocy. Nie mamy pojęcia, jak to wyłączyć. Poza tym nie mam więcej uwag. Cena niani: ok. 350-400 zł.
źródło: www.ceneo.pl

15. MATA LEKA IKEA
Pierwszą matę Tomek miał po swoim starszym kuzynie. W pewnym momencie stała się jednak za mała dla obracającego się i coraz  bardziej ruchliwego dziecka (miała ok. 100/100 cm). Długo szukałam czegoś większego, co miałoby wymiary ok. 150/150, ale nie mogłam nic sensownego znaleźć. Nie chciałam kupować popularnej maty składającej się z puzzli, tylko coś, co można szybko zwinąć i rozwinąć. Wybór padł na matę z IKEA. Jest mniejsza, niż zakładałam (118×118 cm), ale przez ok. 3 miesiące spełniała swoją rolę, zanim Tomek zaczął z niej od razu złazić. Jest miękka, ale też wystarczająco gruba, żeby zabezpieczyć główkę dziecka przy upadku. Łatwo ją wyprać i jest przystępna cenowo, bo kosztuje 99 zł. Polecam ją jako matę już dla najmłodszych maluszków. Co prawda nie ma żadnych pałąków z zawieszkami, ale z pewnością będzie mogła posłużyć przez kilka miesięcy.

źródło: IKEA

16. NAPARSTEK CANPOL
Na koniec coś bardzo przydatnego przy ząbkowaniu – prosty, silikonowy naparstek z miękkimi wypustkami. Doskonale masuje dziąsła dziecka. Służy też jako pierwsza szczoteczka do zębów. Naparstek sprawdził się przy „jedynkach” – albo ja masowałam Tomkowi dziąsła, albo sam chwytał naparstek i go sobie gryzł. Minusem tego gadżetu jest jego kolor, a raczej jego brak 😉 Wiecznie gdzieś go kładę i potem nie mogę znaleźć. Cena: ok. 6 zł.

Używacie czegoś z powyższej listy? Jaka jest Wasza opinia? Już niedługo kolejne zestawienie, bo Tomek skończy rok za dokładnie miesiąc!

  • Naparstek silikonowy bardzo się przydawał. Mate mamy z Canpol Babies a teraz zmieniamy na Babypol.

  • Przy Aleksie kupiłam tę samą nianię! Super nam się sprawdzała 🙂