Jakiś czas temu przez Internet przelała się fala hejtu skierowana na biedną Żyrafkę  Sophie, która rzekomo jest hodowlą grzyba i pleśni. Oburzone matki z całego świata zaczęły publikować zdjęcia przekrojonej Sophie, która była w środku cała czarna. Postanowiłam wykonać ten eksperyment, bo po pierwsze, Tomek stracił już zainteresowanie tą zabawką, a po drugie, jestem świadoma tego, że zabawki z dziurką powinno się co jakiś czas wymieniać. Oto co odkryłam po ponad 6 miesiącach użytkowania Sophie (z czego kilka miesięcy bardzo intensywnego)… Czysto! W kilku miejscach widać bardzo delikatny przezroczysty śluz, ale naprawdę daleko jeszcze Sophie do okrzyknięcia jej siedliskiem zarazy .

Wnioski: producent wyraźnie pisze, że żyrafkę należy przecierać wilgotną szmatką, a nie zanurzać w wodzie. Nawet jeśli do środka wleje się trochę wody czy śliny, to naprawdę nic złego dziecku się nie stanie. Mamy są same sobie winne – źle ją myją, trzymają ją w domu kilka lat, a wiadomo, że takie zabawki mają częsty kontakt ze śliną i wilgocią, więc powinno się je co jakiś czas wymieniać dla higieny. Drogie mamy, ja Sophie polecam z całego serca, bo bardzo pomogła przy ząbkowaniu. Jest mięciutka, poręczna i macie pewność, że wykonana jest z wysokiej jakości materiału. Wystarczy o nią odpowiednio zadbać.

A tak wygląda Sophie, która jest traktowana w nieodpowiedni sposób 🙁

źródło zdjęć: http://www.zetchilli.pl/Rozrywka/CHILLOUT/Przekroila-popularna-zabawke-dla-dzieci-To-co-znalazla-w-srodku-potrafi-przerazic-3248