Przed nami sezon wakacyjny czyli czas wzmożonych podróży. Część z Was jako środek transportu wybierze samochód, niektóre z Was może właśnie planują zakup fotelika dla dziecka. O tym, jak wybrać odpowiedni fotelik i jak bezpiecznie podróżować z dzieckiem chyba wszystko już zostało napisane. Wiele niezbędnych informacji znajdziecie na różnych stronach eksperckich, parentingowych czy blogach np.  Osiem Gwiazdek. Są tam testy, rankingi, opinie i wszelkie specyfikacje produktów. Uważam jednak, że ten temat powinno się poruszać jak najczęściej, bo świadomość wielu rodziców jest nadal bardzo mała, a tu przecież chodzi o bezpieczeństwo naszych dzieci. Często spotykam się z opinią „Jak byliśmy mali, to nie było fotelików i jakoś żyjemy”. Bo akurat szczęśliwie nie przytrafił nam się wypadek. Sama pamiętam dalekie podróże syrenką, w której rozkładałyśmy się z siostrą na tylnej kanapie i spałyśmy w pozycji leżącej. Życie niestety jest przewrotne i wypadek może nam się zdarzyć w każdej chwili, niekoniecznie z naszej winy.

Nie stawiam się w roli eksperta – sama jeszcze rok temu nie miałam bladego pojęcia o tym, z czym to się je. Chcecie dowodu? Proszę – odsyłam Was do mojego WPISU o pierwszym nieudanym zakupie fotelika. Napisałam go ku przestrodze. Prawda jest taka, że nie trzeba dużej wiedzy na temat fotelików – w tym aspekcie możemy zaufać profesjonaliście z dobrego salonu. Ważne natomiast, aby do tego salonu udać się z pełną świadomością wagi tego tematu. Mamom z Poznania jeszcze raz zarekomenduję – nie tylko w dowód uznania, ale też z czystej sympatii – salon Osiem Gwiazdek na Piątkowskiej, gdzie zakupiliśmy łącznie trzy foteliki – dwa dla nas i jeden dla babci. Krótko mówiąc, tu nie ma ściemy. U pana Tomka liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo dziecka. Stara się znaleźć optymalne rozwiązanie i służy pomocą również po zakupie. A zresztą, tylko popatrzcie na jeden z wpisów na Facebooku: „Z uporem maniaka powtarzam i będę to komunikował zawsze że jeżeli są jakieś wątpliwości związane z montażem fotelika, strach przed ponownym samodzielnym montażem, sprawy związane z opadaniem głowy (temat rzeka) i tak dalej i tak dalej to proszę podjechać, zadzwonić, napisać do mnie !!!. Zawsze służę swoją pomocą nawet jeśli miałbym rozwiązywać dany problem 100 razy! bo nie ma dla mnie problemu!!! Chcę aby mieli Państwo poczucie, że otoczeni jesteście dobrą opieką bo jak napisałem na początku zakup fotelika to trudna decyzja. W tym wszystkim chodzi o bezpieczeństwo dziecka!!!!”.

Jak już napisałam, nie musisz mieć fachowej WIEDZY na temat fotelików, ważne jest jednak, abyś miała ŚWIADOMOŚĆ, jak ważny to jest temat. Poczytaj o tym, jak zachowuje się ciało dziecka podczas wypadku, poczytaj o gwiazdkach ADAC, crash testach, Teście Plus, pooglądaj filmiki na YouTube z symulowanych wypadków. Nie musisz zagłębiać się w konkretne modele fotelików, ważne, żebyś generalnie uzmysłowiła sobie, co grozi Twojemu dziecku w drodze – i to już przy 50 km/h. A przecież to taka niewielka prędkość, prawda?

Aby zatem nie pisać tu posta długości pracy doktorskiej, a materiału na nią na pewno by starczyło, skupię się na kilku aspektach dotyczących bezpieczeństwa.

2. Wybierz model montowany tyłem do kierunku jazdy

„RWF. To jakaś nowa moda.” – powiesz. Prawda jest jednak taka, że to nie żadna moda, pierwsze foteliki RWF powstały już w latach 60. w Szwecji. To niezaprzeczalnie najbezpieczniejszy rodzaj fotelików, biorąc pod uwagę fakt, że statystycznie najczęstsze i najgroźniejsze wypadki to wypadki czołowe. Tylko popatrz na poniższy filmik.

W którym foteliku umieściłabyś swoje dziecko?

Mam nadzieję, że  filmik już Cię przekonał, ale jeśli potrzebujesz dodatkowych wizualizacji, to wyobraź sobie, że jedziesz autobusem miejskim przodem do kierunku jazdy. Autobus nagle hamuje. Co się z Tobą dzieje? Lecisz do przodu bezwładnie, prawda? Boleśnie obijasz się o siedzenie przed Tobą albo jeśli masz większego pecha, lecisz na podłogę lub na innych ludzi. A teraz wyobraź sobie, że siedzisz tyłem. Możliwe, że specjalnie nie odczujesz tego hamowania. Zresztą sama zobacz.

W fotelikach montowanych tyłem do kierunku  jazdy (RWF – rear way facing) chodzi o to, że przy ostrym hamowaniu czy zderzeniu czołowym głowa dziecka nie „leci” do przodu, a tym samym szyja dziecka nie doznaje tak dużych przeciążeń, a w konsekwencji obrażeń, jak przy usytuowaniu przodem do kierunku jazdy. Siły działające na szyję dziecka podczas zderzenia czołowego w fotelu montowanym przodem do kierunku jazdy (FWF) są pięciokrotnie wyższe niż w fotelu RWF.  Należy pamiętać, że głowa dziecka jest proporcjonalnie większa niż głowa dorosłego – 24,5% u półtorarocznego dziecka, podczas gdy u dorosłego raptem 6%. W fotelu FWF przy zderzeniu czołowym z prędkością 50 km/h nacisk na szyję dziecka może zatem wynieść nawet 200 kg.*

Źródło grafik: http://www.besafe.com.pl/5x-bezpieczniej/5x-bezpieczniejszy-montaz-tylem-do-kierunku-jazdy

W związku z powyższym, zalecane jest przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy tak długo, jak to jest możliwe, optymalnie do 4-5 roku życia. Niestety patrząc na niektóre fora i komentarze, RWF jest demonizowany przez wielu rodziców, którzy (jestem pewna, że z niewiedzy) dopatrują się w tym nowej mody, chwytu marketingowego czy niemal sekty (to równie nośny i sporny temat, co szczepionki, BLW itd). Do tego dochodzą różne mity i projekcje rodziców:

MIT. Dziecko nic nie widzi.
FAKT. Dziecko siedzi dość wysoko, widzi, co się dzieje w bocznym oknie. Widzi też tylne okno, a dla lepszej widoczności wystarczy ściągnąć zagłówek na kanapie.

MIT. Moje dziecko nie lubi jeździć tyłem.
FAKT. To często projekcja rodzica. Ja nie lubię i zakładam, że moje dziecko też nie. To trochę jak z jedzeniem – nie lubię ogórków i nie daję ich dziecku, bo pewnie też nie lubi. Dziecko powinno się wozić tyłem od urodzenia. Jeśli przyzwyczaimy je do takiego usadowienia, nie będzie znało innej możliwości i nie będzie miało porównania. Mój Tomek jeździ tak już 13 miesięcy i ani razu nie dał nam do zrozumienia, że mu źle. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy rodzicami i to my dbamy o bezpieczeństwo dziecka. Tu niestety nie ma miejsca na ustępstwa.

MIT. Dziecko nie ma miejsca na nogi.
FAKT. Oczywiście jest miejsce na nogi. Jak inaczej dziecko miałoby spędzić np. kilka godzin w podróży? Jeśli nie wierzysz mi na słowo – przymierzając fotelik do samochodu, posadź w nim dziecko i po prostu sama zobacz, ile jeszcze ma miejsca. Jeśli mogłabym Ci coś jeszcze doradzić – zakup specjalną matę zabezpieczającą tapicerkę, bo kanapa będzie miała częsty kontakt z butami dziecka. U 13-miesięcznego Tomka odstęp między stopami a kanapą wygląda tak jak poniżej. Ma jeszcze dużo miejsca, żeby urosnąć 🙂

RWF oczywiście ma też swoje wady – dostęp do dziecka jest trudniejszy (ciężko np. podać smoczek), mamy ograniczony widok na dziecko (choć z pomocą przychodzą lusterka montowane na kanapie), ale uważam jednak, że wady są niewspółmierne do zalet.

MIT. RWF nie zmieści się do małego samochodu.
FAKT. Ja mam Toyotę Corollę e12, która jest niewielkim samochodem, a znajomi Fiata Punto, do którego zmieścili dwa RWF-y. Co prawda dla pasażera zostaje mało miejsca na nogi, ale się mieści 🙂 Najważniejsze, to przymierzyć fotelik do samochodu, o czym później.

 MIT. RWF-y są drogie.
FAKT. Generalnie foteliki jak by nie patrzeć, są drogie, bo to koszt w setkach złotych. My musieliśmy kupić dwa foteliki, bo często się zdarza, że ja odwożę Tomka do żłobka, a Mąż go odbiera. RWF-y nie są takie łatwe do montażu i demontażu, żeby wymieniać się jednym 😉 Fakt, budżet domowy mocno odczuł ten wydatek i nie wydaliśmy tych pieniędzy lekką ręką, ale po pierwsze, bezpieczeństwo dziecka jest dla nas najważniejsze, a po drugie, te foteliki posłużą dobrych kilka lat. Wracając do ceny, na  rynku dostępne są różne RWF-y. Warto w salonie powiedzieć, jaki mamy budżet, bo wówczas sprzedawca będzie wiedział, w jakim zakresie może się poruszać i dobierze dobry fotelik w granicach Waszych możliwości. Co do cen, to podam przykład fotelików RWF marki Axkid – model Wolmax kosztuje 999 zł, a model Minikid 1599 zł. To 600 zł różnicy w cenie, a jakość i bezpieczeństwo są w obu modelach na wysokim poziomie (Minikid posiada certyfikat Test Plus, a Wolmax jest w trakcie certyfikowania, a za bezpieczeństwo w ADAC uzyskał ocenę 4).

2. Sprawdź crash testy

Czy wiesz, że wypadek przy 56 km/h odpowiada upadkowi z 3 piętra?** Siła przy uderzeniu czołowym jest tak duża, że nawet drobny przedmiot leżący luzem w samochodzie może zabić. Crash testy pokazują, jak zachowuje się fotelik podczas wypadku i jak chroni podróżujące dziecko. Często obnażają słabą jakość i fuszerkę. Możemy na przykład zobaczyć, jak siła uderzenia wyrywa fotelik z kanapy, oczywiście razem z dzieckiem. Pojazd testowy zwykle ma na liczniku ok. 50 km/h, niby niewiele, przecież tyle jeździmy po mieście i wiecznie narzekamy na ograniczenia, ale jak poogląda się filmiki na YouTube, krew mrozi się w żyłach. Poniżej przykład.

Crash testy unaoczniają też różnice w fotelikach RWF i FWF, o czym pisałam powyżej. Ale na zakończenie tego punktu zostawię Cię z jeszcze jednym przykładem:

3. Przymierz fotelik do samochodu przed zakupem

O tym należy bezwzględnie pamiętać, dlatego jeszcze raz skieruję Cię do mojego WPISU na ten temat, jeśli jeszcze go nie przeczytałaś. Dowiesz się z niego, co zrobiliśmy z Mężem nie tak przy wyborze pierwszego  fotelika. Przy drugim nie popełniliśmy już tego błędu. Dobry sprzedawca ma wiedzę nie tylko o fotelikach, ale też o samochodach i doskonale wie, jaki fotelik pasuje do danej marki i modelu 🙂 Choć to czy fotelik faktycznie będzie pasował, zależy od różnych czynników, w tym na przykład od wyprofilowania kanapy, jak w naszym przypadku 😉

Na zakończenie zaznaczę tylko, że nie jestem za popadaniem w skrajność, nawoływaniem do swoich racji i negowaniem zachowań innych rodziców. Mam jedynie nadzieję, że powyższy wpis i tych kilka filmików na tyle Cię przekonały do zwrócenia uwagi na bezpieczeństwo dziecka w samochodzie, że będziesz wiedziała, czym się kierować przy zakupie fotelika.

*http://osiemgwiazdek.blogspot.com/2013/01/przewoz-dziecko-tyem-do-kierunku-jazdy.html
**http://osiemgwiazdek.blogspot.com/2013/12/test-plus-prawde-ci-powie.html

  • Od publikacji minął zaledwie miesiąc, a Axkid zdążył się uwinąć i Wolmax ma już Test Plus 🙂