Jestem obecnie w 37 tygodniu ciąży, a zaliczyłam już 4 infekcje górnych dróg oddechowych. Za każdym razem łapałam coś od Tomka, który z kolei łapał coś w żłobku. Trzy pierwsze infekcje nie były intensywne i długie, ale ostatnia na długo zapadnie w mojej pamięci. Trwała prawie 3 tygodnie, rozłożyła mnie na łopatki i wykończyła fizycznie i psychicznie. Nie tylko mnie, bo zaraziłam też moją mamę, teściową i teścia (mąż się uchował, bo gdy najbardziej rozsiewałam zarazki, miał akurat kilkudniowy zagraniczny wyjazd ;)) Przez te 3 tygodnie odwiedziłam 3 lekarzy (w drugim dniu choroby, po tygodniu i po 2 tygodniach), wydałam kupę kasy na leki, a efektów jak nie było, tak nie było. Na moim profilu na FB wrzuciłam nawet post z prośbą o rady od innych mam – skorzystałam z większości z nich, ale bez większych efektów 🙁 Zajrzyjcie TU, żeby sprawdzić, co polecają inne mamy, może u Was coś się sprawdzi. U mnie niestety żadne domowe sposoby nie działały – syropy z cebuli, czosnek, imbir, sok malinowy, sok z czarnego bzu, napar z lipy, miód, ciepłe mleko czy nawet inhalacje z obierek od ziemniaków (tak, tak, tego też próbowałam). Wszystko wlewałam w siebie litrami. Niestety nie działały też leki przepisane przez lekarzy (syropy wykrztuśne, medykamenty dla kobiet w ciąży, inhalacje nebulizatorem z soli fizjologicznej i nebu dose, spraye do nosa i gardła itp.). Aż wreszcie z odsieczą przyszła moja koleżanka, która poleciła mi 2 rzeczy – zadziałały niemal natychmiast (Ewa, dzięki jeszcze raz!). Co ważne, nie są to żadne środki farmaceutyczne, więc są bezpieczne dla kobiet w ciąży. I o nich właśnie jest dzisiejszy wpis 🙂

OBJAWY:

Zacznę od tego, jaki przebieg miała moja choroba:

  • temperatura w pierwszych 3 dniach dochodząca do 38,5 – zbijałam ją paracetamolem po konsultacji z lekarzem
  • ból gardła w trzeciej dobie (to udało mi się zwalczyć niemal natychmiast)
  • katar (utrzymywał się prawie 3 tygodnie)
  • kaszel (utrzymywał się prawie 3 tygodnie)

Każdy lekarz postawił tę samą diagnozę – infekcja górnych dróg oddechowych (osłuchowo byłam czysta). Najgorszy i najbardziej uciążliwy był kaszel, który był wynikiem kataru – intensywny, męczący, trudny do odksztuszenia, wywołujący często odruch wymiotny i nietrzymanie moczu (tak, tak, to była bardzo upierdliwa przypadłość). Do tego dochodziły jeszcze potworne bóle żeber (zakwasy od kaszlu), przez które ledwo mogłam się ruszać, a zważywszy na coraz większy brzuch (infekcja dopadła mnie w 33-36 tygodniu ciąży), było to nie do zniesienia przy codziennych czynnościach, nie mówiąc już o obracaniu się z boku na bok w nocy. Zaczęłam się też martwić o dziecko, bałam się, że te intensywne wstrząsy całego ciała i tym samym brzucha, mogą być dla niego niebezpieczne (okazuje się, że długotrwały, silny kaszel może przyspieszyć akcję porodową).

Czy powyższe objawy są Wam znane? Jeśli przechodzicie przez to, co ja, to po pierwsze – współczuję. Po drugie, możliwe, że ten post Wam pomoże. Mam nadzieję!

SPOSÓB NA BÓL GARDŁA

Bólu gardła pozbyłam się bardzo szybko. Koleżanka poleciła mi tzw. cudowną miksturę na chore gardło przepisu Agnieszki Maciąg. Brzmi wymyślnie, ale w praktyce to kilka prostych, naturalnych składników:

  • kubek ciepłej, zaparzonej szałwi
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka octu jabłkowego (ja dawałam łyżkę stołową)
  • opcjonalnie: 20 kropli propolisu (ja nie dawałam)

Taką miksturą należy dobrze wypłukać jamę ustną i „wygulgać” gardło. Mikstury nie pijemy, tym bardziej, że smak jest obrzydliwy 😉 Mi po 2 takich płukankach rano i wieczorem momentalnie ból minął, a był już tak intensywny, że promieniował na dziąsła i zęby.

Na blogu Agnieszki Maciąg poczytacie więcej na ten temat: CUDOWNA MIKSTURA NA CHORE GARDŁO

SPOSÓB NA KATAR I KASZEL

Kaszel w moim wypadku był wynikiem kataru, który spływał do gardła i je podrażniał. Inhalowałam się, dużo piłam, używałam soli morskiej do nosa. Nic nie działało. Nos był cały czas zapchany, a kaszel intensywny. Jeden lekarz doradził mi, że mogę co jakiś czas odetkać sobie nos np. Otrivinem czy Nasivinem. Nie są to krople zalecane kobietom w ciąży, ale po jednej aplikacji dziennie czułam choć chwilową ulgę. Było to jednak rozwiązanie jedynie doraźne, bo mimo że nos wydawał się pusty, nadal czułam jak cała wydzielina spływa mi tyłem do gardła. Nie wiem dlaczego dopiero po 2 tygodniach męczarni sięgnęłam po kolejną metodę poleconą przez moją koleżankę – płukanie nosa i zatok. Słuchajcie, już po pierwszym razie było to dla mnie totalne wybawienie i… objawienie! Że też wcześniej o tym nie słyszałam! Odpaliłam pierwszą lepszą stronę na ten temat, poczytałam, zastosowałam i bingo! Dzięki temu, kataru i kaszlu, których nie mogłam wyleczyć przez 2 tygodnie, pozbyłam się w 3 dni!

Wystarczy:

  • mała buteleczka po wodzie mineralnej z dzióbkiem (ja używam taką 330 ml Saguaro Junior z Lidla)
  • płaska łyżeczka soli (może być spożywcza)

Do ciepłej wody wsypujecie sól i mieszacie, żeby się rozpuściła. Potem przechylacie głowę w prawo (prawym uchem do prawego ramienia), wkładacie dzióbek butelki do lewej dziurki nosa i delikatnie naciskacie buteleczkę. Poczujecie jak ciepła woda wlewa Wam się do nosa i wylewa drugą dziurką. Jeśli nie wylewa się drugą dziurką, wystarczy przechylić lekko głowę do przodu lub poczekać aż zapchany nos trochę się odetka po kilku wlewkach. Co jakiś czas dobrze jest wydmuchać nos. Zabieg banalnie prosty, szybko to załapiecie. Potem zamiana strony – przechylacie głowę w lewo, a wodę wlewacie do prawej dziurki. Ja szybko zauważyłam efekt. Pierwszego dnia płukałam nos 3 razy, drugiego – 2, a trzeciego i czwartego – tylko rano. Już pierwszego dnia kaszel zaczął łagodnieć. Po kilku dniach nie było po nim śladu.

Jeśli chcecie coś więcej na ten temat poczytać, zajrzyjcie np. tu: PŁUKANIE NOSA I ZATOK

Z CZEGO ZREZYGNOWAĆ?

Powyższych sposobów na pozbycie się dolegliwości nie podsunęli mi lekarze. Prawdę mówiąc, miałam wrażenie, że dopiero trzeci lekarz wiedział, jak się za mnie „zabrać”. Możliwe, że też miał łatwiejsze zadanie – poszłam do niego już po 2 płukaniach nosa, po których czułam wyraźną ulgę, oraz z całą listą rzeczy (i naturalnych, i farmaceutycznych), które przyjmowałam, więc wiedział, co nie zadziałało. To, co ważne – od razu wykreślił z listy miód i imbir jako substancje drażniące gardło i wręcz pogarszające kaszel. Chcąc sobie pomóc, tylko sobie szkodzimy 🙁

A zatem, gdy boli Cię gardło, męczy katar i kaszel, wypróbuj te 3 rzeczy – płukanie gardła, płukanie nosa i rezygnacja z miodu i imbiru. To same naturalne sposoby, które mogą stosować zarówno przyszłe mamy, mamy karmiące, jak i każda inna osoba, łącznie z naszymi drogimi tatusiami 🙂 Oczywiście zawsze należy pójść do lekarza, aby nas osłuchał – same nie stwierdzimy, czy to infekcja górnych dróg oddechowych, oskrzeli czy płuc. Zanim jednak zrealizujecie od razu receptę i wydacie kupę kasy, spróbujcie tych 3 metod, albo stosujcie je równolegle do przyjmowanych leków.

Zdrówka życzę!

Dajcie znać w komentarzach, jeśli artykuł był pomocny 🙂