Tekst stary jak świat. Wszyscy go znają, a niektórzy wręcz go głośno wypowiadają – najczęściej w przestrzeni publicznej, komentując np. przepuszczanie kobiet w ciąży w kolejkach. Niby prawda, że ciąża nie jest jednostką chorobową, ale mimo to jest w tym sformułowaniu coś, co mnie rozsierdza, a używanie go uważam za krzywdzące dla przyszłych mam. Dlaczego?

Każda z nas przechodzi ciążę inaczej. Co więcej, każda nasza kolejna ciąża może się różnić od poprzedniej. Jedna może być dla nas łaskawa, a kolejna przewałkuje nas przez te 9 miesięcy we wszystkie strony. Obecnie jestem w 39 tygodniu ciąży. Mało kto z Was wie, że jest to moja trzecia ciąża. Druga niestety zakończyła się w 11 tygodniu, ale o tym kiedyś napiszę osobny post. Do czego jednak zmierzam – łącznie w ciąży byłam 90 tygodni, co daje prawie 2 lata! I powiem Wam szczerze, że nie był to dla mnie łatwy i przyjemny czas. A potem przychodzi jeszcze mniej przyjemny poród i połóg 😉 Mamom, które przechodzą ciążę łagodnie, szczerze zazdroszczę 🙂 

Problem z tym sformułowaniem jest zatem taki, że może i ciąża to nie choroba, ale możemy się czuć tak, jakbyśmy były chore. Co więcej, jesteśmy bardziej narażone na choroby, a niektóre choroby mogą być wręcz wynikiem ciąży. Dodatkowo, jeśli coś nam dolega, nie możemy być leczone tak, jak osoby chore, bo nie możemy brać wszystkich medykamentów, przez co leczenie i rekonwalescencja mogą trwać dłużej. Tylko zobaczcie, przez co kobiety w ciąży mogą przechodzić:

  • nudności i wymioty – nie tylko poranne, ale całodzienne, które wręcz mogą się nasilać pod wieczór. Zarówno w pierwszej, jak i trzeciej ciąży nudności trzymały mnie bite 2 miesiące. To tak, jakby kac gigant po imprezie nie mijał następnego dnia, tylko trwał nadal przez kolejne tygodnie. A przecież trzeba jakoś egzystować, chodzić do pracy, robić zakupy, zajmować się dzieckiem itd. Nudności najczęściej występują w I trymestrze, więc jeśli jakaś pani z niewidocznym brzuszkiem podchodzi do kasy bez kolejki, nie przyglądajmy się jej podejrzliwie i nie insynuujmy nic na głos.
  • jadłowstręt – mocno powiązany z poprzednim punktem. Jak jeść, jak wszystko nam śmierdzi, wywołuje odruch wymiotny i grzęźnie w przełyku? Chcemy jeść zdrowo w ciąży, ale jedyne co nam jakoś przechodzi przez gardło to chrupki kukurydziane czy pszenna buła z masłem.
  • omdlenia i zawroty głowy – wynikające zarówno z fizjologii ciąży, jak i ogólnego osłabienia organizmu.
  • senność – w pierwszych tygodniach ciąży wiele kobiet najchętniej by tylko spało. I nie wynika to z lenistwa 😉 To silniejsze od nas!
  • parcie na pęcherz, zaparcia, biegunki – z jednej strony kobiety w ciąży czują częstszą potrzebę udania się do toalety na siusiu (i to nie tylko, jak dziecko jest już duże!), z drugiej strony, często zmagają się z problemami z wypróżnieniem – zaparciami lub biegunkami (szczególnie pod koniec ciąży). Jedno i drugie może dopaść np. w galerii handlowej czy w ogóle poza domem 😉
  • przeziębienia i infekcje – pierwsza ciąża była dla mnie łaskawa w tym względzie. W obecnej ciąży przeszłam już 5 infekcji górnych dróg oddechowych. Za każdym razem łapię coś od mojego synka, który z kolei łapie choróbska w żłobku. Jedna infekcja nie ustępowała 3 tygodnie, a uporczywy katar i kaszel po prostu mnie umordował. Jak tak sobie podliczę, to wychodzi mi, że przez dotychczasowe 39 tygodni ciąży, chora byłam przez przynajmniej 8 tygodni. Niestety tu życia nie ułatwia fakt, że w ciąży musimy się posiłkować naturalnymi lekami, które albo w ogóle nie działają, albo działają wolniej niż środki farmakologiczne.
  • bóle pleców – u mnie pojawiły się w drugim trymetrze i trwają do teraz w różnym natężeniu. Zwykle przybierają postać kłującego bólu w krzyżu, promieniującego do pośladków i ud. Nieraz są tak ostre, że uginają się pode mną nogi. Pojawiają się zwykle przy większej aktywności (np. spacery) lub dłuższym staniu w miejscu.
  • problemy ze snem – od kilku tygodni nie wysypiam się. Wstaję do toalety w nocy, mam problemy z obracaniem się z boku na bok z powodu coraz większego brzucha, drętwieją mi biodra. Chodzę przez to niewyspana, a o godz. 18:00 najchętniej położyłabym się do łóżka. 
  • skurcze przepowiadające i zmiany fizjologiczne w ciele – napinający się brzuch, bóle w pachwinach, kłucia w podbrzuszu i kroczu, a do tego jeszcze wiercące się i kopiące dziecko 😉 Organizm przygotowuje się do porodu, a niektóre dolegliwości są dość uciążliwe i bolesne.
  • różne komplikacje, choroby okresu ciąży, zagrożenia dla ciąży, które sprawiają, że musimy być szczególnie czujne, brać leki, spędzać dużo czasu w łóżku czy wręcz w szpitalu – np. przodujące czy odklejające się łożysko, krwawienia z dróg rodnych, plamienia, krwiaki, cholestaza, cukrzyca ciążowa, anemia, hemoroidy, obrzęki i opuchnięcia, stany lękowe i wiele innych. Mnie to akurat nie dopadło, ale jest to niestety bardzo częste. Wystarczy wejść chociażby na facebookową grupę Ciąża – pytania i odpowiedzi. Zobaczycie, z jakimi problemami mierzą się nieraz przyszłe mamy 🙁
  • poronienia/ciąże obumarłe – wstawiłam ten punkt, ponieważ tego typu traumatyczne doświadczenia niestety rzutują na kolejne ciąże. Przez to, co przeżyłam, od początku obecnej ciąży czuję duży niepokój. Stresuję się przed każdą wizytą u lekarza, przed każdym USG i KTG, mimo że codziennie czuję w brzuchu ruchy dziecka. Nie ma dnia, abym o tym nie myślała. A co dopiero mają powiedzieć kobiety, który przechodziły przez to kilka razy lub utraciły dziecko w późniejszych tygodniach ciąży 🙁

A zatem mój mały apel – nie tylko do panów, ale też do pań, które jeszcze nie były w ciąży lub mam, które przeszły ciąże bez żadnych dolegliwości –  zanim następnym razem znów głośno skomentujesz, że „ciąża to nie choroba”, zastanów się, jak może się czuć dana kobieta, jaką może mieć historię, jakie doświadczenia, jakie choroby. Nie chodzi mi tu o użalanie się nad sobą i innymi kobietami w ciąży, obchodzenia się z nami jak z jajkiem, tylko o czystą empatię – naprawdę nigdy nie wiemy, co akurat przeżywa dana osoba i w jakim jest stanie fizycznym i psychicznym. Ciąża może być mało przyjemnym okresem w życiu kobiety – pełnym niepokoju, stresu, wyrzeczeń, bólu. Co więcej, jeśli nie ma oczywiście medycznych przeciwwskazań, trzeba normalnie żyć, pracować, robić zakupy, wykonywać różne obowiązki, szczególnie jak już się ma dziecko, co również nie ułatwia przebiegu ciąży. Chyba mało która ma możliwość przeleżeć 9 miesięcy w łóżku i odpoczywać 😉

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Denerwuje Was to sformułowanie, traktujecie je neutralnie czy może same go używacie? 😉