Instamatka – nie lubię tego określenia. Źle mi się kojarzy, może dlatego, że jest bardzo popularne i często wykorzystywane w ironiczny sposób. Ale nie da się ukryć, że instamatką jestem: regularnie publikuję zdjęcia na Instagramie (tak, moich dzieci również), nagrywam instastories, tworzę treści o tematyce parentingowej, prowadzę konwersacje z innymi mamami, udzielam się na różnych profilach i śledzę konta o podobnej tematyce. To chyba wystarczy, żeby „zasłużyć” na to miano. Określenie „instamatka” na dobre zagościło nie tylko w blogosferze czy na Instagramie, ale też w języku potocznym i w rozmowach offline. Sama go często używam 😉 Zaczęło się od hashtaga #instamatka, który na Instagramie pojawia się ponad 300 tys. razy, a jego mnoga wersja, #instamatki, prawie 1,5 mln! Co prawda, wolałabym lżejsze określenie #instamama, ale rozumiem, że z racji międzynarodowego brzmienia tego słowa, należało jakoś wyodrębnić mamy z Polski.

No dobrze, ale dlaczego w ogóle jestem na Instagramie? Czasami słyszę ironiczne komentarze, że to strata czasu, że za bardzo się angażuję, że wiszę na telefonie, że to pierdoły, które na nic mi się nie przydadzą itd. Mogłabym to puścić mimo uszu, odpowiedzieć „Jak chcesz spędzać inaczej czas wolny, to spędzaj”, ale zwykle wdaję się w dyskusję, żeby oddemonizować trochę ten Instagram i pokazać, że mamy mogą czerpać z niego wiele korzyści. Ja jestem na Instagramie przynajmniej z 5 powodów.

(1) Forma rozrywki

Często powtarzam, że dla mnie (i pewnie dla innych mam również) Instagram jest najprostszą formą rozrywki. Najprostszą, co nie oznacza jedyną, bo oczywiście udaje mi się wygospodarować choć trochę czasu na inne zajęcia: fotografię, książki, filmy, Netflix, spacery, bieganie czy spotkania z przyjaciółmi (oczywiście nie wszystko jednego dnia, to by było zbyt piękne ;)). Z Instagramem chodzi jednak o to, że daje on nam szybkie ukojenie i chwilę oderwania od tego, co się wokół nas dzieje – od marudzącego dziecka, entej lektury jego ulubionej książeczki, wypchanego po brzegi grafiku… krótko mówiąc, od codzienności. Nie trzeba nigdzie wychodzić, nie zajmuje to jednorazowo tyle czasu co np. serial czy książka. Wystarczy sięgnąć po telefon i poklikać, pooglądać, coś przeczytać, czegoś się nauczyć. Pół minuty, 5 minut, 10 – tyle, ile mamy tego wolnego czasu np. podczas karmienia dziecka czy gotowania makaronu 😉 W ciągu dnia między puzzlami, ciastoliną, czytaniem, placem zabaw i innymi aktywnościami z dzieckiem naprawdę potrzebujemy choć chwili dla siebie, potrzebujemy wyjść na moment z tego dziecięcego świata i poprzebywać z dorosłymi. Niestety nie mogę się nastawiać na to, że wieczory będą moje, bo z reguły wyglądają tak, że ze zmęczenia zasypiam przy dziecku koło 21:00, a jeśli jakimś cudem nie zasnę, to sięgam po książkę, która niestety działa na mnie jak chloroform. Obecnie mam 4 rozpoczęte i w żadną nie mogę się na dobre wkręcić.

W tym punkcie chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat. Niestety co jakiś czas spotykam się z dość lekceważącymi komentarzami poczytnych blogerek, które, krótko mówiąc, naśmiewają się z mam, które w prywatnych wiadomościach narzekają, jak to nie mają na nic czasu, a przecież na pisanie długich elaboratów i marudzenie obcej osobie tego czasu im starcza. Niestety blogerki te nie wiedzą, jaka jest sytuacja danej mamy – może jest sama z dziećmi 24h na dobę? Może nie ma oparcia w mężu? Może mieszka w małej wsi, gdzie nie ma za bardzo z kim się spotkać, komu wyżalić? Może nie ma mamy, przyjaciółki, a wylanie frustracji i ponarzekanie to jej sposób na odreagowanie zmęczenia czy stresu? Kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że każdy ma prawo robić, co chce, o ile nie narusza godności innych osób. Dlatego, o ile zachowanie danej mamy nie jest uwłaczające dla adresata i nie ma znamion hejtu, byłabym daleka od wydawania publicznych sądów. Czasami nie trzeba wdawać się w dyskusję, wystarczy wysłuchać.

(2) Zastrzyk motywacji

Instagram to zdjęcia. To one są najważniejsze na profilach. Im lepsza jest ich jakość i spójność, tym konto jest ciekawsze i cieszy się większym zainteresowaniem. Dzięki Instagramowi motywuję się do ćwiczenia mojego fotograficznego warsztatu, szukam mojego stylu, uczę ciekawych ujęć. Zresztą nie tylko ja! Jest mnóstwo mam, które rozpoczęły swoją przygodę z fotografią m.in. dzięki takim profilom jak Kobieca Foto Szkoła i jej cotygodniowe wyzwania. Robienie zdjęć to moja pasja, a pasję należy rozwijać. Już od jakiegoś czasu publikuję tylko zdjęcia robione lustrzanką, odpowiednio obrobione w Lightroomie lub Photoshopie. Nawet nie wiecie, jakie budujące potrafią być komentarze ukazujące się pod nimi, nie mówiąc już o wyróżnieniu, jakie jedno z moich zdjęć otrzymało od Niezłych Aparatów. Aż chce się więcej i lepiej! A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że moje dzieci mają mnóstwo pięknych zdjęć, które będą pamiątką na całe życie.

(3) Kopalnia pomysłów

Instagram inspiruje. Jest tam tyle treści i zdjęć, że nie sposób się nudzić. To nie jest tylko serwis z milionami zdjęć dzieci czy jedzenia, jak to się niektórym może wydawać. Są profile piękne. Są profile mądre. Są profile kreatywne. Są profile edukacyjne. Instagram to studnia bez dna – każdy znajdzie coś dla siebie. Coś związanego ze swoim hobby, ze swoimi zainteresowaniami, ze swoją pracą. Uwielbiam oglądać piękne profile lifestyle’owe czy wnętrzarskie. Nie umiem aranżować wnętrz, ale dzięki Instagramowi zaczęłam przykładać do tego większą uwagę. Czerpię też pomysły z profili parentingowych, które często proponują ciekawe zabawy czy produkty dla dzieci. Zachwycam się też kreatywnymi zdjęciami o niestandardowych kadrach czy pięknej tonacji – sky is the limit!

(4) Źródło wiedzy

Inspiracje i pomysły to jedno, ale nie można zapominać o edukacyjnej stronie serwisu. Na Instagramie konta prowadzi wiele doświadczonych psychologów, lekarzy, prawników, coachów, fotografów itd. Bezpłatnie udostępniają swoją wiedzę, chcąc edukować społeczeństwo – zachęcają do tego, aby regularnie się badać, znać swoje prawa, rozwijać swoje kompetencje. Znajdziemy tam również opinie na temat aktualnych wydarzeń z kraju i ze świata, recenzje, tutoriale czy ebooki choćby z zakresu wspomnianej wcześniej fotografii. To bezcenna wartość Instagrama.

(5) Taki zawód

I last but not least, taki mam zawód. Nie chodzi jednak o blogowanie. Zawodowo jestem związana m.in. z social mediami, bo pracuję w obszarze marketingu i PR-u. W pracy przydaje mi się również umiejętność robienia zdjęć czy znajomość programów graficznych, więc jak widzicie, dzięki Instagramowi te kompetencje cały czas rozwijam. Mimo że jestem obecnie na macierzyńskim, to chcę trzymać rękę na pulsie i śledzić trendy czy zmiany, jakie wprowadza Instagram. Znam albo przynajmniej kojarzę influencerów z różnych obszarów tematycznych, przyglądam się reklamom pojawiającym się w aktualnościach, analizuję zachowania grup docelowych. Instagram jest coraz ważniejszym serwisem i ma coraz większą siłę oddziaływania, więc dobrze wiedzieć, co w trawie piszczy.

Jak widać korzystanie z Instagrama niekoniecznie jest zwykłym, bezmyślnym skanowaniem profili i wklejanie serduszek pod zdjęciami dzieci. Nie nazwałabym tego marnowaniem czasu. A nawet jeśli – każda mama ma do tego prawo! Jeśli tylko w tym czasie nie zaniedbuje swoich dzieci… Ale to już każda z nas musi rozważyć we własnym sumieniu.

Które punkty Was dotyczą? Może coś byście dodały? Dajcie znać w komentarzu 🙂 A jeśli regularnie słyszycie od kogoś, że tracicie czas na Insta, podeślijcie im ten post 😉

  • U mnie sprawdza się jako źródło inspiracji oraz motywacja (instawtorek uwielbiam z Dominiką i z jej tematami na zdjęcia). Zdarzały mi się momenty, kiedy oglądałam innych i myślałam sobie – ale robią zdjęcia, ja nigdy takich nie będę miała, bo jestem gorsza – i byłam w dołku. Aż w końcu wzięłam mój aparat i zaczęłam robić więcej zdjęć. Z czasem wychodzą lepsze, też są i gorsze. Ale wtedy zamiast załamywać ręce, że nie umiem to poprawiam to i robię dalej 🙂